środa, 26 lipca 2017

Ślepnąc od świateł



Długo zastanawiałam się, co tak naprawdę myślę o "Ślepnąc od świateł". Skrajności. Ale koniec końców, minęło sporo czasu, odkąd skończyłam lekturę, a nadal trochę o niej myślę i kiedy tak się zastanawiam, dochodzę do wniosku, że nie obraziłabym się za kontynuację.

Jakub Żulczyk na naszym polskim padole urósł niedawno do rangi autora wyjątkowo popularnego. I jak to zwykle z tymi najbardziej popularnymi bywa, ludzie albo go uwielbiają, albo uważają za kompletnie przereklamowanego. Żulczykowska proza nie jest prozą dla "dziewczynek", nie jest ładna, ani urocza, choć jednak bywa ciut poetycka (przez co też Żulczyk doczekał się fanpage'a mianującego go polskim Paulo Coelho). Autor nie stroni od dosadnych zwrotów, lubi stosować wulgaryzmy, pisze odważne sceny seksu. 

Wszystko to jednak ma odpowiednie uzasadnienie. "Ślepnąc od świateł" to historia opowiedziana oczami Jacka, handlarza narkotyków, który na całkiem dostatnie życie zarabia każdej nocy, dostarczając "towar" do swoich warszawskich klientów, w większości sław i celebrytów. Żadna praca nie hańbi? Jacek tak uważa. I jak na handlarza kokainy przystało, Jacek jest twardym facetem - a przynajmniej na takiego aspiruje. Nie angażuje się w związki, nie opowiada co u niego swojej rodzinie, nie ma dużego grona przyjaciół. To taki "typowy samiec", niby bez uczuć, skupiony na sobie, niedelikatny. Może przerażać swoją znieczulicą, choć chwilami przejawia jakieś cechy, które ten samczy wizerunek podważają - studiował sztukę, lubi muzykę klasyczną, a od wielkiego dzwonu coś albo ktoś sprawi, że jednak serce mu zabije.

Stosując narrację pierwszoosbową, Żulczyk pozwala nam zobaczyć ten świat z perspektywy głównego bohatera. Umożliwia nam wniknięcie nawet do snów Jacka, które - choć surrealistyczne - dają niezły pogląd na psychikę, lęki i pragnienia tej postaci. Choć jednak najbardziej związać możemy się właśnie z Jackiem, pozostali bohaterowie są także przyzwoicie rozwinięci. 

W jednym z wywiadów autor powiedział, że w tej powieści "wszystkim bohaterom dostaje się po równo". Prawda to, ponieważ choć Żulczyk zdaje się większość postaci szufladkować, to nie znajdziemy w "Ślepnąc od świateł" grupy, która ucieknie przed krytyką. Coś, co wielu może się - moim zdaniem - nie spodobać, to sposób, w jaki ukazane są tutaj kobiety. Prawie każda z nich to "dziwka" czy "kurwa", która chce jedynie pieniędzy i sławy, i która w dążeniu do celu jest bezwględna, przebiegła i wyrachowana. Taką etykietką nie zostaje oznaczona jedynie Pazina. Ta bohaterka jest wyjątkowa również dlatego, że jako jedyna koniec końców pozostaje przyjaciółką Jacka. Czyżby jednak Żulczyk - albo Jacek, jeśli postanowimy oddzielić narratora od autora - maiał trochę wiary w kobiety?

Bo z wiarą w mężczyzn w tej książce to już zupełnie ciężko. Jak nie gej, to przestępca. Żulczyk karty swojej słynnej powieści zapełnia różnymi facetami: są tutaj przygłupie mięśniaki, są i bezwględni "szefowie", którzy pod fasadą uśmiechu zapraszają cię na herbatkę tylko po to, żeby zamknąć cię w piwnicy i z lubością potorturować. Jakby tego było mało, jest tu i żulczykowski "Wojewódzki", czyli celebryta, gospodarz programu telewizyjnego, który słowo "sukces" układa ze ścieżek kokainy.

"Ślepnąc od świateł" nie jest książką optymistyczną, bynajmniej. Dla mnie była to taka lektura, po której zwątpiłam w ludzi i zapragnęłam przeczytać sobie powiastkę dla młodzieży pióra Zafóna. Nie znaczy to jednak, że jest to książka zła. Odnoszę wrażenie, że Żulczyk trochę za daleko zatopił się w beznadziei i odmalował Warszawę jako olbrzymiego, czarnego pająka, który przywłaszcza sobie każdego, kogo napotka i rozmnaża się, produkując kolejne, mniejsze pająki żywiące się koką i polujące na pieniądze; pajączki, które za jedyną rozrywkę mają beztroską kopulację. Może i po części tak ten dzisiejszy świat wygląda, ale w takim świecie to nie chce się żyć. Traktuję więc "Ślepnąc od świateł" jako historię ukazującą życie jednej, konkretnej grupy społecznej; nie jako powieść uniwersalną, a wycinkową, bardzo aktualną, zanurzoną w kulturze blogerów i Instagrama. Czytało się dobrze, szybko - wciągało. I pomimo tych dylematów, co do końca o Żulczyku sądzę, na półce mam już kolejną jego książkę, co - muszę przyznać - przeważa jednak szalę na plus.

wtorek, 18 lipca 2017

TOP 100 najlepsze powieści kryminalne i tajemnicze



Na blogu Kreatywy znalazłam ciekawą listę - 100 najlepszych powieści kryminalnych lub z tajemnicą w tle (crime&mystery), oryginalnie pochodzącą z serwisu Goodreads (Swoją drogą - kto jeszcze nie ma tam konta, niech nie czeka dłużej i zakłada! :D ). Książek o takiej tematyce czytam sporo, ale jak widać, wielu z TOP100 jeszcze nie znam. Takie listy to zawsze dobry pomysł, żeby znaleźć trochę inspiracji, bo wiadomo, że nie wszystkie tytuły się zna, nie o wszystkich się chociażby słyszało.

Te książki, które już przeczytałam, zaznaczyłam pogrubioną czcionką, a te, które planuję poznać w najbliższym czasie, oznaczam gwiazdką:

  1. Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet, Stieg Larsson 
  2. I nie było już nikogo, Agatha Christie
  3. Anioły i demony, Dan Brown 
  4. Rebeka, Daphne du Maurier *
  5. Z zimną krwią, Truman Capote
  6. Ojciec chrzestny, Mario Puzo *
  7. Nostalgia anioła, Alice Sebold *
  8. Firma, John Grisham
  9. Wyspa skazańców, Dennis Lehane 
  10. Imię róży, Umberto Eco *
  11. Rzeka tajemnic, Dennis Lehane 
  12. Cień wiatru, Carlos Ruiz Zafón 
  13. Alienista, Caleb Carr
  14. Głęboki sen, Raymond Chandler
  15. Jak upolować faceta. Po pierwsze dla pieniędzy, Janet Evanovich
  16. Zaginiona dziewczyna, Gillian Flynn *
  17. Sokół maltański, Dashiell Hammett
  18. Zdążyć przed zmrokiem, Tana French
  19. Uznany za niewinnego, Scott Turow
  20. Czerwony smok, Thomas Harris 
  21. Trzynasta opowieść, Diane Setterfield
  22. Północ w ogrodzie dobra i zła, John Berendt
  23. Czas zabijania, John Grisham
  24. The Complete Stories and Poems, Edgar Allan Poe
  25. Doktor Jekyll i pan Hyde, Robert Louis Stevenson
  26. A jak alibi, Sue Grafton
  27. Tajemnicza historia w Styles, Agatha Christie 
  28. Ty umrzesz pierwszy, James Patterson
  29. Kobieta w bieli, Wilkie Collins
  30. Post mortem, Patricia Cornwell
  31. Kolekcjoner kości, Jeffery Deaver 
  32. Hrabia Monte Christo, Alexandre Dumas 
  33. Studium w szkarłacie, Arthur Conan Doyle 
  34. Pachnidło, Patrick Süskind
  35. Raport pelikana, John Grisham
  36. Adwokat/Prawnik z lincolna, Michael Connelly
  37. Historyk, Elizabeth Kostova *
  38. Dziwny przypadek psa nocną porą, Mark Haddon
  39. Poeta, Michael Connelly
  40. Dotyk śmierci, J.D. Robb/Nora Roberts
  41. Poziom śmierci, Lee Child
  42. Dzień Szakala, Frederick Forsyth
  43. Smilla w labiryntach śniegu, Peter Høeg
  44. Kamień Księżycowy, Wilkie Collins *
  45. Utalentowany pan Ripley, Patricia Highsmith 
  46. Park Gorkiego, Martin Cruz Smith
  47. Kobieca Agencja Detektywistyczna nr 1, Alexander McCall Smith 
  48. Zbrodnia i kara, Fiodor Dostojewski
  49. Córka czasu, Josephine Tey
  50. Wielkie wybawienie, Josephine Tey
  51. The Beekeeper's Apprentice, Laurie R. King
  52. Igła, Ken Follett
  53. Druciarz, krawiec, żołnierz, szpieg, John le Carré
  54. To nie jest kraj dla starych ludzi, Cormac McCarthy
  55. Diabeł w Białym Mieście, Erik Larson
  56. Nie dla kobiety, P.D. James
  57. Tożsamość Bourne’a, Robert Ludlum
  58. Trylogia Millenium, Stieg Larsson 
  59. Czarna Dalia, James Ellroy 
  60. Crocodile on the Sandbank, Elizabeth Peters
  61. Papierowy człowiek, Dashiell Hammett
  62. Zagadki przeszłości, Kate Atkinson
  63. W sieci pająka, James Patterson
  64. Ostre przedmioty, Gillian Flynn *
  65. Cztery pory roku, Stephen King
  66. Chirurg, Tess Gerritsen
  67. Czarne echo, Michael Connelly
  68. Zatrute ciasteczko, Alan Bradley
  69. Zwodniczy punkt, Dan Brown
  70. Cedry pod śniegiem, David Guterson
  71. Nie mów nikomu, Harlan Coben
  72. The Secret of the Old Clock, Carolyn Keene
  73. Wilkołak, John Sandford
  74. Morderstwo w Orient Expressie, Agatha Christie
  75. Podwójne odszkodowanie, James M. Cain
  76. Tajemna historia, Donna Tartt *
  77. System, Tom Rob Smith
  78. Znak czterech, Arthur Conan Doyle
  79. Listonosz zawsze dzwoni dwa razy, James M. Cain
  80. Martwy aż do zmroku, Charlaine Harris
  81. The Ritual Bath, Faye Kellerman
  82. Świadek oskarżenia, Agatha Christie
  83. Bez pożegnania, Harlan Coben
  84. Pies Baskerville'ów, Arthur Conan Doyle
  85. Czyje to ciało?, Dorothy L. Sayers
  86. W głębi lasu, Harlan Coben
  87. Shadow Roll, Ki Longfellow
  88. Front Burzowy, Jim Butcher
  89. Morderca bez twarzy, Henning Mankell
  90. Where Are The Children?, Mary Higgins Clark
  91. Obłęd serca, Chelsea Cain
  92. Dorwać Małego, Elmore Leonard
  93. Mroczny zakątek, Gillian Flynn *
  94. Śmierć w błękitnej sukience, Walter Mosley
  95. A Place of Execution, Val McDermid
  96. Wahadło Foucaulta, Umberto Eco *
  97. Zachowaj spokój, Harlan Coben
  98. Którędy droga?, Iain Pears
  99. China Blues, Ki Longfellow
  100. Morderca we mnie, Jim Thompson
Póki co mój wynik to 14/100. Spośród tych kilkunastu przeczytanych książek, do moich ulubionych należą:
  • "Cień wiatru", jak i wszystkie pozostałe książki Zafóna, za ich niepowtarzalny klimat, dreszczyk niepokoju, a czasem i krew zmrożoną w żyłach, dużą dawkę nostalgii, piękną atmosferę, wysmakowany język... Zafón mistrz. :) W te wakacje zamierzam serię o Cmentarzu Zapomnianych Książek przeczytać jeszcze raz, żeby odświeżyć ją sobie przed jesienną premierą ostatniej niestety powieści z cyklu, "Labiryntu duchów".
  • Trylogia Millennium - nieodżałowany Larsson stworzył trzy grubasy, które niesamowicie wciągają i bohaterów, których ciężko jest zapomnieć, z moją ukochaną Lisbeth Salander na czele, jedną z bohaterek literackich, którą cenię sobie najbardziej.
  • "Trzynasta opowieść" - z tą książką jest o tyle ciekawie, że czytałam ją jakieś tysiąc lat temu, i choć nie pamiętam prawie w ogóle o czym była, to wiem, że zachwyciła mnie i rozłożyła na łopatki. Zdecydowanie muszę przeczytać ją jeszcze raz. Ciekawa jestem, jakie wrażenie zrobi na mnie teraz.
  • "Chirurg" - fani thrillerów medycznych na pewno znają Tess Gerristen. Ci, którzy jeszcze nie czytali niczego tej autorki, mają sporo do nadrobienia. Tess jest świetna w swojej dziedzinie. Jej książek praktycznie nie da się odłożyć.
  • "Pachnidło" - chwilami obrzydliwe, ale nieziemsko trzymające w napięciu, przerażające i elektryzujące. Uwielbiam.
  • "Kobieta w bieli" - elementy opisane w tej XIX-wiecznej powieści sensacyjnej chwilami mogą zszokować nawet współczesnego czytelnika, a pomyślcie sobie, jak dopiero ta książka musiała zbulwersować, ale i wciągnąć wiktoriańśką publiczność! Last but not least, od "Kobiety w bieli" tak naprawdę zaczęła się literatura detektywistyczna. No nie wypada nie znać. ;)
A jak wygląda to u Was? Co znacie i polecacie, a co planujecie poznać?


wtorek, 11 lipca 2017

Złodziejka



Wiktoriańska Anglia, 1862 rok. Susan Trinder i Maud Lilly mają po osiemnaście lat, obie są sierotami, obie straciły matki w dramatycznych okolicznościach. Sue Trinder, córka złodziejki i morderczyni, mieszka w Londynie przy Lant Street, w domu oszusta i pasera, gdzie codziennie załatwia się brudne interesy. Panna Maud Lilly – wykształcona młoda dama – wychowuje się w Briar, posiadłości wuja – miłośnika i kolekcjonera nader specyficznego gatunku książek. Pewnego dnia losy obu dziewcząt się łączą.

/Wydawnictwo Prószyński i S-ka/

Nie tacy grzeczni ci wiktorianie 

Sarah Waters znana jest z tego, że prawie każda jej powieść przenosi czytelnika do epoki wiktoriańskiej. Autorka odmalowuje tamtejsze wydarzenia i zwyczaje z wielką wiernością i umiłowaniem detalu, choć jak na pisarkę powieści neowiktoriańskich przystało, do swoich książek wprowadza także elementy, które w tekstach XIX-wiecznych pisarzy nigdy nie ujrzałyby światła dziennego. To, co najbardziej intygującego i elektryzującego jest w "Złodziejce" - najsłynniejszej chyba powieści Waters - to właśnie szerokie nawiązania do dzieła Wilkiego Collinsa, "Kobiety w bieli". Pisarka czerpie z dorobku tego wiktoriańskiego pisarza, aby stworzyć historię świeżą i odważną - historię wielkiej intrygi, ale i wielkiego uczucia.

Ci, którzy kochają duszne i mroczne klimaty powieści Dickensa czy sensacyjne i tajemnicze książki Collinsa, z pewnością odnajdą w twórczości Sary Waters coś, co ich ujmie. Nie będzie tu jednak aż tak rozwlekłych opisów jak u XIX-wiecznych mistrzów, styl narracji pozwoli czytelnikowi szybciej przepłynąć przez kolejne strony, a bohaterowie - a właściwie głównie bohaterki - nie raz spowodują, że nasze przeświadczenie o pruderyjnych wiktorianach legnie w gruzach. 

Od pierwszych stron powieści Waters zabiera nas w podróż po świecie ponurym i niebezpiecznym. Obserwujemy dom, w którym dorasta Sue, jedna z dwóch głównych bohaterek. Dziewczyna nie zna swoich rodziców; wie jedynie, że jej matka została powieszona za morderstwo, kiedy ona sama była małym dzieckiem. Wychowała ją Pani Sucksby, która zbudowała swoje życie na specyficznym interesie - prowadzi coś w stylu tymczasowego domu dla dzieci. Jednym z takich dzieci była Sue, szybko jednak okazało się, że dla Pani Sucksby Sue jest wyjątkowa, niczym własna córka. W tym świecie nic jednak nie jest za darmo - Sue musi pomóc utrzymać dom, podejmując się drobnych kradzieży. Pewnego dnia dziewczyna otrzymuje ofertę współpracy, która z pewnością zmieni nie tylko jej życie, ale i życie całej rodziny. Jedyne, co musi zrobić, to pomóc pewnemu mężczyźnie uwieść i poślubić młodą dziedziczkę posiadłości Briar, Maud Lilly.

To właśnie od tego momentu zacznie się wielka intryga i wielkie uczucie. Miłość zawiktnie, jednak bynajmniej nie pomiędzy Maud a jej przyszłym mężem. Dla wszystkich tych, którzy znają Sarę Waters nie tylko jako pisarkę neowiktoriańską, ale przede wszystkim jako jedną z niewielu przedstawicielek przyzwoitego pisania o miłości dwóch kobiet, wątek uczucia i fascynacji erotycznej pomiędzy Sue a Maud okaże się tym, na który najbardziej warto czekać. Waters o cielesności pisze w "Złodziejce" pięknie, bogato, zmysłowo, ale i delikatnie. A ci, którzy od lesbijskiej miłości wolą stronić, nie lękajcie się - ten wątek z całą pewnością nie dominuje fabuły.

Jeśli XIX wiek i miłość dwóch kobiet (taka zupełnie niesiostrzana) wydają wam się szokujące i bulwersujące, to wierzcie, że będzie jeszcze ciekawiej. Briar, ciemna, gotycka posiadłość położona na zupełnym odludziu, w której mieszka Maud, oficjalnie należy jeszcze do mieszkającego w niej opiekuna dziewczyny, wuja, pana Lilly. Pan Lilly jest postacią ciekawą - choć niestety nie jakoś szczególnie złożoną - przez wzgląd na swoje niecodzienne hobby. Mężczyzna całe życie oddał książkom, które z nabożeństwem zbiera i klasyfikuje. Nie są to jednak książki zwyczajne, skądże. To nic innego, jak XIX-wieczna soczysta pornografia. Sarah Waters przyznawała, że temat pisania powieści erotycznych w epoce Królowej Wiktorii niezwykle ją interesował, i choć wydawać by się nam mogło, że pornografia to raczej wytwór naszych czasów, gdzie nie ma już żadnych granic w mowieniu o seksie, to jednak Waters serwuje nam ciekawe spojrzenie na tę kwestię, dzięki któremu czytelnicy być może zrewidują trochę swoje myślenie o seksualności.

Poza elementami dotykającymi kwestii erotycznych, w "Złodziejce" znajdziecie całą masę innych smaczków - będzie tu zderzenie klas społecznych, będzie rola kobiety w społeczeństwie, będzie motyw szpitala psychiatrycznego, będzie także szubienica. Słowem, wszystko czego potrzeba, żeby dostać dobrą, niekrótką, ale i nie za długą powieść z prawdziwego zdarzenia. Jeśli XIX-wieczne krynoliny i mroczne domy choć trochę was pociągają, "Złodziejka" jest dla was powieścią obowiązkową.

~ A jeśli "Złodziejka" przypadnie wam do gustu, to polecam też zajrzeć do "Kobiety w bieli". :)


piątek, 7 lipca 2017

Miłość, po prostu [przedpremierowo]


"Miłość, po prostu" autorstwa Żurnalisty.pl jest tomikiem niby to poezji, a niby to prozy, którego premiera odbędzie się 11 lipca. Lektura na godzinę - teksty są bardzo krótkie, jakby pisane z przeznaczeniem, że zostaną przeczytane za jednym razem. Dzięki temu faktycznie dość łatwo się wciągnąć; kiedy już zaczęłam czytać, skończyłam błyskawicznie. Dziwna ludzka cecha, że tak bardzo lubimy czytać o czyimś cierpieniu.

Kim tak naprawdę jest Żurnalista, właściwie nie wiadomo. Jedyne, co jest jasne, to jego nieciekawa kondycja po utracie ukochanej. Związek się rozpadł, a miłość się nie wypaliła. To, co mężczyźnie zostało, to wspomnienia i notatki oraz krótkie wiersze, które lubi pisać - które po części są dla niego pewnie terapią.

Jesli ktoś miał kiedyś złamane serce i wie, jak bardzo mogą boleć rozstania, z pewnością znajdzie cząstkę siebie w tekstach Żurnalisty - to zwracanie uwagi na każdy szczegół, który kojarzy nam się z osobą, którą kochamy, rozdrapywanie ran na nowo, padanie w ramiona innych, przypadkowych ludzi, spijanie kaw i szklanek whisky - no, może tylko palenia papierosa za papierosem mi tu zabrakło do dopełnienia stereotypowej wizji człowieka z sercem w kawałkach. Nie ma co się śmiać, nieszczęśliwa miłość boli długo i bardzo, o czym świadczy to, że kolejne kobiety w życiu Żurnalisty nie są w stanie zamazać wspomnień o tamtej jednej, wyjątkowej.

Jeśli chodzi o warsztat autora, jest to kwestia niejasna. Moim zdaniem lepiej wypadają części pisane prozą. Wiersze często ocierają się o banał, brak w nich jakichś bardziej zaskakujących metafor. Pomimo że taki typ pisania, jaki reprezentuje Żurnalista ma, jak rozumiem, z zasady być dość ascetyczny, naturalny, przypominający coś w stylu strumienia świadomości zapisanego językiem potocznym, to zabrakło mi jednak jakiegoś pierwiastka, który uczyniłby z tych wierszy poezję przez duże P. Żeby się czymś zachwycić, potrzebuję stwierdzić: Rany, niby proste, ale jakie trafne. W życiu sama bym tego tak nie ujęła. Tutaj tego nie było, a przynajmniej nie za wiele.

Tekst, który w całym tomiku najbardziej przypadł mi do gustu, to ten zatytułowany 26.05. Ostatnia linijka wprowadza element zaskoczenia, który każe czytelnikowi przystanąć na moment i przetrawić te słowa, zamiast brnąć błyskawicznie przez kolejne strony zapisane króciutkimi wierszami. 

Szkoda, że pod koniec wdziera się sporo niedociągnięć edytorskich - brak "ę" w odmianie czasownika w pierwszej osobie, 11 lipiec, a potem zaraz 11 lipca, czasem nagle brak przecinka tam, gdzie z całą pewnością powinien się on znajdować. Po co to, skoro wcześniej "ą, ę" i przecinki były na swoim miejscu? Podobnie sprawa się ma z niezgrabnymi wyrażeniami, na czele których widnieje "dotykać za włosy". Czy można kogoś dotknąć za włosy? Błędy te mają jednak zostać poprawione w ostatecznej wersji tekstu, dlatego z chęcią zerknę na ten utwór jeszcze raz, kiedy już będzie wygłaskany i dopieszczony.

Niemniej, dla tych, którzy mają w sobie pierwiastek romantyka, "Miłość, po prostu" będzie dobrą lekturą. Pokazuje emocje w dosyć niezmodyfikowanej formie, mówi o nich wprost, przeważnie bez większych ubarwnień. Plus za to, że z tego tekstu dowiadujemy się, co czuje zraniony mężczyzna. Męski punkt widzenia okazuje się zaskakująco podobny do tego, który kojarzymy typowo z kobiecym, wrażliwym - Żurnalista nie śpi po nocach, żeby wspominać niezliczone atuty swojej ukochanej, czepia się najmniejszych detali, które mu się z nią kojarzą. Niektórych takie pisanie zachwyca, mnie nie wgniotło w fotel, choć z pewnością zainteresowało i po trosze uwiodło, bo co jak co, ale ból złamanego serca oddało bardzo wiernie.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję autorowi.

niedziela, 11 czerwca 2017

Grobowiec z ciszy




"Katrine, szwedzka dziennikarka mieszkająca w Londynie, wraca po latach do Sztokholmu, żeby zająć się chorą matką. Okazuje się, że kobieta jest właścicielką domu we wsi za kołem polarnym, za który firma maklerska oferuje niezrozumiale wysoką kwotę. Zaintrygowana Katrine jedzie na północ, by wyjaśnić sprawę, a zarazem odnaleźć własne korzenie.
Poszukiwania prowadzą ją do rosyjskiej Karelii i archiwów w Pietrozawodsku, a w końcu do Petersburga. Poznaje mroczną tajemnicę skrywaną przez jej rodzinę od dziesięcioleci.
Pojawienie się Katrine budzi uśpione demony; dochodzi do serii brutalnych morderstw, a ona sama zostaje wplątana w rozgrywkę, w której stawką jest także jej życie.

/Wydawnictwo Akurat 2014/

Skandynawia pod innym kątem

Moda na Skandynawię na rynku wydawniczym nie przemija. Trudno się dziwić, bo jest w tym zimnym i surowym klimacie coś, co idealnie pasuje do kryminałów i co stanowi konkretną odskocznię od realiów, które znamy. "Grobowiec z ciszy" autorstwa Tove Alsterdal to kolejny przedstawiciel tej grupy, jednak wiele jego cech odróżnia go znacznie od książek w stylu Camilli Lackberg, Stiega Larssona czy Lizy Marklund. 

Tym razem akcja nie będzie pędzić jak szalona, a oprócz opowieści prosto ze Szwecji czytelnik dowie się kilku rzeczy o fińskiej wsi, a także o komunistycznej oraz współczesnej Rosji. Pod tym względem "Grobowiec z ciszy" wpisuje się w schemat powieści skandynawskiej, jako że dotyka kwestii związanych z polityką - i to całkiem zgrabnie, ponieważ całą akcję buduje wokół dziedzictwa ustroju komunistycznego, który przecież dotknął wiele innych państw poza samym Związkiem Radzieckim. 

Autorka wysyła Katherine, swoją główną bohaterkę do terenów granicznych Szwecji z Finlandią, a później do Rosji, by tam młoda kobieta krok po kroku starała się rozwikłać zagadkę rodzinnej przeszłości. Przyzwyczajona do życia w Londynie, Katherine musi poznać zwyczaje mieszkańców zabitej dechami fińskiej wsi, zrozumieć jakimi zasadami się kierują, o czym mówią, a o czym nie, jak walczą się o przyzwoite życie, mieszkając z dala od wielkiej cywilizacji. Alsterdal odmalowuje realia tych terenów dość wiarygodnie (przynajmniej dla zupełnego żółtodzioba w tej dziedzinie), pozwala nam zobaczyć, jaką gwarą posługują się tubylcy, jak wyglądają ich domy, ich marzenia, a także jak bardzo odcisnęło się na nich piętno bliskiej współpracy pomiędzy Finlandią a Związkiem Radzieckim, do którego młodzi mężczyźni emigrowali w nadziei na lepszą pracę i lepsze możliwości.

Jest tu także motyw kryminalny, choć trzeba zaznaczyć, że koniec końców nie gra on pierwszych skrzypiec. Stanowi raczej pretekst do opowiedzenia historii z końca ubiegłego stulecia. Stary mężczyzna zostaje znaleziony zamordowany w swoim domu, a lokalni mieszkańcy od razu rzucają podejrzenia na przejezdnych Rosjan. W Rosji natomiast śledzimy poczynania grupy parającej się zorganizowaną przestępczością. Katherine próbuje się dowiedzieć, czy to faktycznie Rosjanie połasili się na rzekomą fortunę starca, przechowywaną w jednym z pokojów rozpadającego się gospodarstwa. Przy okazji zabawy w detektywa, dowiaduje się coraz więcej o pochodzeniu swojej rodziny i historii podniszczałego domu jej matki.

Choć akcja płynie raczej wolno, powieść nie wieje nudą. A propos nudy, szkoda jedynie, że główna bohaterka została tak płytko wykreowana. Tak naprawdę dowiadujemy się wiele o mieszkańcach wsi, o jej przodkach, natomiast ona sama zostaje w dużej mierze znakiem zapytania. Ostatecznie wypada blado, bo wydaje się być pionkiem, który zwyczajnie napędza trochę rozwój wydarzeń. Jako bohaterka na pewno nie zostanie w mojej pamięci na dłużej.

Inaczej jednak przedstawia się wątek bloku komunistycznego. Jeśli ktoś nie orientuje się świetnie w historii i realiach życia w Związku Radzieckim, czy w szczegółach współpracy ZSSR z innymi państwami, ta lekka książka może być dobrym wstępem do tego, by zainteresować się tym tematem. To zdecydowany plus dla "Grobowca z ciszy" - cenię sobie, gdy książka poza interesującą fabułą stara się także odmalować realia społeczne i polityczne.

Tove Alsterdal to z pewnością nie pisarka wybitna, choć nieźle się zapowiadająca. "Grobowiec z ciszy" będę wspominać jako całkiem ciekawą powieść, jeśli nawet z trochę zmarnowanym potencjałem. 

Znacie inne powieści tej autorki? Ciekawa jestem, czy warto dalej brnąć w jej twórczość. ;)


Za egzemplarz recenzencki dziękuję 
wydawnictwu Akurat oraz agencji Business&Culture

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...