niedziela, 11 czerwca 2017

Grobowiec z ciszy




"Katrine, szwedzka dziennikarka mieszkająca w Londynie, wraca po latach do Sztokholmu, żeby zająć się chorą matką. Okazuje się, że kobieta jest właścicielką domu we wsi za kołem polarnym, za który firma maklerska oferuje niezrozumiale wysoką kwotę. Zaintrygowana Katrine jedzie na północ, by wyjaśnić sprawę, a zarazem odnaleźć własne korzenie.
Poszukiwania prowadzą ją do rosyjskiej Karelii i archiwów w Pietrozawodsku, a w końcu do Petersburga. Poznaje mroczną tajemnicę skrywaną przez jej rodzinę od dziesięcioleci.
Pojawienie się Katrine budzi uśpione demony; dochodzi do serii brutalnych morderstw, a ona sama zostaje wplątana w rozgrywkę, w której stawką jest także jej życie.

/Wydawnictwo Akurat 2014/

Skandynawia pod innym kątem

Moda na Skandynawię na rynku wydawniczym nie przemija. Trudno się dziwić, bo jest w tym zimnym i surowym klimacie coś, co idealnie pasuje do kryminałów i co stanowi konkretną odskocznię od realiów, które znamy. "Grobowiec z ciszy" autorstwa Tove Alsterdal to kolejny przedstawiciel tej grupy, jednak wiele jego cech odróżnia go znacznie od książek w stylu Camilli Lackberg, Stiega Larssona czy Lizy Marklund. 

Tym razem akcja nie będzie pędzić jak szalona, a oprócz opowieści prosto ze Szwecji czytelnik dowie się kilku rzeczy o fińskiej wsi, a także o komunistycznej oraz współczesnej Rosji. Pod tym względem "Grobowiec z ciszy" wpisuje się w schemat powieści skandynawskiej, jako że dotyka kwestii związanych z polityką - i to całkiem zgrabnie, ponieważ całą akcję buduje wokół dziedzictwa ustroju komunistycznego, który przecież dotknął wiele innych państw poza samym Związkiem Radzieckim. 

Autorka wysyła Katherine, swoją główną bohaterkę do terenów granicznych Szwecji z Finlandią, a później do Rosji, by tam młoda kobieta krok po kroku starała się rozwikłać zagadkę rodzinnej przeszłości. Przyzwyczajona do życia w Londynie, Katherine musi poznać zwyczaje mieszkańców zabitej dechami fińskiej wsi, zrozumieć jakimi zasadami się kierują, o czym mówią, a o czym nie, jak walczą się o przyzwoite życie, mieszkając z dala od wielkiej cywilizacji. Alsterdal odmalowuje realia tych terenów dość wiarygodnie (przynajmniej dla zupełnego żółtodzioba w tej dziedzinie), pozwala nam zobaczyć, jaką gwarą posługują się tubylcy, jak wyglądają ich domy, ich marzenia, a także jak bardzo odcisnęło się na nich piętno bliskiej współpracy pomiędzy Finlandią a Związkiem Radzieckim, do którego młodzi mężczyźni emigrowali w nadziei na lepszą pracę i lepsze możliwości.

Jest tu także motyw kryminalny, choć trzeba zaznaczyć, że koniec końców nie gra on pierwszych skrzypiec. Stanowi raczej pretekst do opowiedzenia historii z końca ubiegłego stulecia. Stary mężczyzna zostaje znaleziony zamordowany w swoim domu, a lokalni mieszkańcy od razu rzucają podejrzenia na przejezdnych Rosjan. W Rosji natomiast śledzimy poczynania grupy parającej się zorganizowaną przestępczością. Katherine próbuje się dowiedzieć, czy to faktycznie Rosjanie połasili się na rzekomą fortunę starca, przechowywaną w jednym z pokojów rozpadającego się gospodarstwa. Przy okazji zabawy w detektywa, dowiaduje się coraz więcej o pochodzeniu swojej rodziny i historii podniszczałego domu jej matki.

Choć akcja płynie raczej wolno, powieść nie wieje nudą. A propos nudy, szkoda jedynie, że główna bohaterka została tak płytko wykreowana. Tak naprawdę dowiadujemy się wiele o mieszkańcach wsi, o jej przodkach, natomiast ona sama zostaje w dużej mierze znakiem zapytania. Ostatecznie wypada blado, bo wydaje się być pionkiem, który zwyczajnie napędza trochę rozwój wydarzeń. Jako bohaterka na pewno nie zostanie w mojej pamięci na dłużej.

Inaczej jednak przedstawia się wątek bloku komunistycznego. Jeśli ktoś nie orientuje się świetnie w historii i realiach życia w Związku Radzieckim, czy w szczegółach współpracy ZSSR z innymi państwami, ta lekka książka może być dobrym wstępem do tego, by zainteresować się tym tematem. To zdecydowany plus dla "Grobowca z ciszy" - cenię sobie, gdy książka poza interesującą fabułą stara się także odmalować realia społeczne i polityczne.

Tove Alsterdal to z pewnością nie pisarka wybitna, choć nieźle się zapowiadająca. "Grobowiec z ciszy" będę wspominać jako całkiem ciekawą powieść, jeśli nawet z trochę zmarnowanym potencjałem. 

Znacie inne powieści tej autorki? Ciekawa jestem, czy warto dalej brnąć w jej twórczość. ;)


Za egzemplarz recenzencki dziękuję 
wydawnictwu Akurat oraz agencji Business&Culture

wtorek, 4 kwietnia 2017

Fanfik


"W poznańskim liceum trwają przygotowania do Dnia Niepodległości. Czyja koncepcja zwycięży? Kółko historyczne domaga się patriotycznej akademii. Zespół kabaretowy woli skecze o rogalach świętomarcińskich. Tymczasem szesnastoletnia Tosia ma na głowie poważniejszy problem: chyba się zakochała w jednym z artystów. W dodatku nie potrafi dojść do ładu z tym, kim naprawdę jest. Jedno wie na pewno: ma dość bycia grzeczną dziewczynką i potulnego spełniania cudzych oczekiwań."

/Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2016/

Dawno minęły czasy, kiedy czytałam literaturę young adult. Właściwie przestałam ją czytać, zanim w obieg na dobre weszła ta nazwa - wtedy mówiłam, że czytam po prostu młodzieżówki. Tak czy inaczej, nie sądziłam, że kiedykolwiek wrócę do takiej tematyki. Dla "Fanfika" zrobiłam wyjątek. 

Debiutancka powieść Natalii Osińskiej przedstawia czytelnikowi życie nastoletniej Tosi. Wraz z rozpoczęciem kolejnego roku szkolnego w liceum dziewczyna musi stawić czoła dręczącym ją problemom. Wychowując się bez matki, która zmarła dawno temu, Tosia błądzi w swojej rzeczywistości przyćmionej przez antydepresanty. Zapracowanego ojca widuje od święta; opiekę nad nią przejęła ciotka Idalia. Tosia nie uczestniczy aktywnie w swoim życiu. Odbębnia dzień za dniem, a tak naprawdę interesują ją jedynie musicale i fanfiki. Wiecznie z głową w chmurach, uchodzi wśród znajomych za dziwną, choć właściwie znośną. Ostatecznie dobrze przecież wygląda i ma mnóstwo luksusowych kosmetyków. Ciotka Idalia o to dba.

Z letargu Tosię wyrywa spotkanie z Leonem, nowym uczniem w szkole. Leon mieszka sam, właściwie dopiero co przeprowadził się do mikroskopijnego mieszkania. Po raz pierwszy Tosia zaczyna czuć się potrzebna. Znajomość z Leonem daje jej nie tylko nieznane wcześniej poczucie, że jest ktoś, kto o nią dba i o kogo ona sama może dbać, ale i uświadamia jej coś bardzo ważnego. Przez na pozór niewinny zbieg okoliczności, Tosia staje twarzą twarz ze swoim prawdziwym ja. To "ja" z całą pewnością nie jest płci żeńskiej.

Choć mogłoby wydawać się, że moment, w którym Tosia odkrywa, że tak naprawdę nie jest Tosią, a Tośkiem, musiał być jak grom z jasnego nieba, to okazuje się, że świadomość ta spływa na bohaterkę (czy właściwie bohatera) lekko i naturalnie, bezboleśnie. Wreszcie wszystkie elementy są na właściwym miejscu, cały świat zaczyna mieć sens, a to dziwne otępienie magicznie znika. Na nieszczęście jednak Tosiek musi jeszcze podzielić się tą nowiną z ojcem, ciotką Idalią, a także z równieśnikami. Choć jeden problem dopiero co zniknął, kolejny się zaczyna.

Natalia Osińska poruszyła w "Fanfiku" temat bardzo ważny i bardzo aktualny. O transpłciowości nie mówi się wystarczająco dużo, a zwłaszcza w kontekście środowiska nastolatków. Tym bardziej uważam tę powieść za istotną, przede wszystkim dla młodzieży, która albo sama może borykać się z problemem uwięzienia w "złym" ciele, albo i takiej, która osobę transpłciową może znać. Równie ważne jest, by temat zgłębili dorośli - czy to rodzice, czy nauczyciele; właściwie każdy. 

"Fanfik" to kawał dobrej roboty. Książka napisana jest sprawnie, zadowala na płaszczyźnie fabuły, nie rozczarowuje językowo (jak na standardy powieści YA). Można przeczepić się do paru niedociągnieć, a nawet napisać o nich kolejne dwa czy trzy akapity recenzji, ale to nie o nich chciałam powiedzieć, bo jednak nie przyćmiewają ogólnego dobrego wrażenia. Nie pozostaje mi nic innego jak polecić ją wszystkim, bez wyjątku.

piątek, 31 marca 2017

Wrap up: marcowe zakupy


Marzec, jak widać, obfitował w zakupy! Moją kolekcję zasiliło osiem nowych książek; każdą z nich chciałam mieć już od dawna. No, może jednym bardziej spontanicznym zakupem było "Life After Life" Kate Atkinson. Zupełnie nie znam tej autorki, ale słyszałam o niej wiele dobrego. Sama tematyka "Życia po życiu" zapowiada się tajemniczo i ciekawie.

Pozostałe pozycje to takie książki, które chyba wszyscy oprócz mnie już przeczytali. Bardzo popularna Donna Tartt, bestsellerowe "Shantaram" i "Historia siedmiu zabójstw". Poza tym nie mogę doczekać się "Dziewczyny z portretu" (potem koniecznie muszę obejrzeć ekranizację!) oraz nagradzanych tytułów autorstwa Simona Mawera i Kazuo Ishiguro. No i Zadie Smith, jedna z ważniejszych kobiecych pisarek - bardzo mi wstyd, że jeszcze jej nie znam. 


Wszystkie te nowe zdobycze sprawiły, że moja biblioteczka prezentuje się obecnie tak:


A jak Wasze marcowe zakupy? Co dołączyło do Waszych księgozbiorów? :)

poniedziałek, 13 marca 2017

Łowcy głów


"Roger Brown uważa się za najlepszego i zarazem najbardziej niedocenianego łowcę głów w Norwegii. Ma zbyt piękną żonę i zbyt drogą willę, dlatego zbyt często musi kraść dzieła sztuki. Kiedy poznaje Clasa Greve, szczęśliwego posiadacza bezcennego obrazu Rubensa, postanawia wykorzystać szansę i zrobić decydujący krok w stronę finansowej niezależności…"

/Wydawnictwo Dolnośląskie/

"Łowcy głów" to moje pierwsze zetknięcie z norweskim pisarzem Jo Nesbo, jednak udane na tyle, żebym była przekonana, że kupię jeszcze niejedną książkę tego autora. Zachęcona niewielkimi rozmiarami tomu (odrobinę ponad dwieście stron) i lekką tematyką, wybrałam "Łowców głów" jako czytadło do autobusu. I o ile często irytuję się na szwankującą i wiecznie spóźnioną komunikację w moim mieście, tym razem kilkanaście minut opóźnienia prawie umknęło mojej uwadze. Bo prawda jest taka, że kiedy już zaczęłam czytać, trudno było się oderwać.

Jeśli spodziewacie się typowego Nesbowskiego kryminału w stylu sławnego cyklu z Harrym Holem, to się rozczarujecie. W "Łowcach głów" nie mamy do czynienia z policjantem, a raczej z jego kompletnym przeciwieństwem, ponieważ Roger Brown, główny bohater, poza tym, że pracuje jako headhunter, to dorabia sobie z zacięciem jako złodziej cennych obrazów. Udało mu się dobrze w życiu ustawić, ma niezwykle atrakcyjną żonę, a także dobrze płatną pracę, w której jest bezkonkurencyjny. Wydaje się druzgocząco pewny siebie, właściwie arogancki. Ciężko powiedzieć na początku lektury, czy da się go lubić czy nie. Niemniej jednak, jest na tyle charyzmatyczny, by odcisnąć się choć trochę w pamięci czytelnika. Jego życie jest idealne tylko na pierwszy rzut oka. Bardzo szybko na jaw wychodzi coraz więcej drzazg - kradzież obrazów nie jest dla Rogera hobby; jest koniecznością. Kilkukrotnie za duży luksusowy dom sam się nie utrzyma, galeria sztuki, którą prowadzi żona Rogera, nie przynosi zysków, a trzeba przecież zachować (przynajmniej) złudzenie idylli, pić drogiego szampana i nosić ubrania od projektantów. Wszystko po to, żeby zamaskować jeszcze głębszy problem - wór pełen kompleksów sięgających aż czasów dzieciństwa.

Ciekawie jest od samego początku. Dla mnie bardzo interesujące okazały się sceny, w których obserwujemy Rogera w pracy - widać, że ten człowiek naprawdę jest profesjonalistą w swoim fachu i wie, jak sterować ludźmi. Akcja książki rusza z kopyta jednak dopiero w momencie, kiedy Roger postanawia podjąć się największego dotychczas ryzyka w swojej "dorywczej pracy" złodzieja obrazów. Dramat, który rozegra się zaraz w życiu głównego bohatera, sięga kilku płaszczyzn. I choć fabuła w większości opiera się na schematach powieści sensacyjnej, to w "Łowcach głów" znajdziemy też drobne motywy psychologiczne, które napędzają szaleńcze wydarzenia. Tempo jest ogromnie szybkie, Nesbo nie zostawia czytelnikowi właściwie ani chwili na oddech. Ledwie pomyślisz, że coś się wyjaśniło, okazuje się, że jest zupełnie inaczej.

Mnogość zwrotów akcji można właściwie uznać zarówno za plus, jak i minus. Biorąc pod uwagę zwięzłość książki, powiedziałabym, że jest ich trochę za dużo. Choć rzeczywiście nie pozwalają czytelnikowi odebrać się od lektury, to momentami wprowadzają też uczucie taniości. Chwilami pomysły Browna poziomem realizmu przypominają komiks o superbohaterze, a co któryś rozdział można by spokojnie zatytułować "Zabili go i uciekł". Nie zmienia to faktu, że Nesbo dobrze wie, jak skonstruować ciekawą historię, budować napięcie i przyspieszać tempo do granic możliwości.

"Łowcy głów" to książka, która dosłownie pożarła kilka godzin mojego życia. Polecam ją jako czasoumilacz do pociągu albo tramwaju - czyta się ją lekko, szybko, a przy okazji nie jest boleśnie płytka. 

wtorek, 14 lutego 2017

Kasacja



"Syn biznesmena zostaje oskarżony o zabicie dwóch osób. Sprawa wydaje się oczywista. Potencjalny winowajca spędza bowiem 10 dni zamknięty w swoim mieszkaniu w towarzystwie ciał zamordowanych osób. 
Sprawę prowadzi Joanna Chyłka, pracująca dla bezwzględnej, warszawskiej korporacji. Nieprzebierająca w środkach prawniczka, która zrobi wszystko, by odnieść zwycięstwo w batalii sądowej. Pomaga jej młody, zafascynowany przełożoną, aplikant Kordian Oryński. Czy jednak wspólnie zdołają doprowadzić sprawę do szczęśliwego finału?"

/Wydawnictwo Czwarta Strona/

Z naszym rodzimym rynkiem wydawniczym jestem nieco na bakier. Postanowiłam sobie, że w tym roku sięgnę po książki choć kilku polskich autorów i na pierwszy ogień wybrałam Remigiusza Mroza, którego wszyscy dookoła tak chwalą. Pamiętając o moim rozczarowaniu innym polskim pisarskim "objawieniem", czyli Katarzyną Bondą, starałam się nie nastawiać na zbyt wiele. Ale kiedy autor ma na swoim koncie tyle zachwytów, co Mróz, ciężko jest nie spodziewać się po nim czegoś naprawdę dobrego. Tak czy inaczej, zaczęłam czytać "Kasację", oczekując jedynie naprawdę dobrej rozrywki.

"Kasacja" to pierwsza część obszerniejszego cyklu o Chyłce i Zordonie, dwójce prawników pracujących w cenionej warszawskiej kancelarii. Powieść oscyluje w granicach thrillera czy kryminału prawniczego, choć tak naprawdę samemu zabójstwu Mróz nie poświęcił zbyt wiele uwagi. Na prowadzenie wysuwa się świat wielkomiejskiej "kancy" i relacji między jej pracownikami, a także główna intryga obracająca się wokoło przestępczego światka, nakręcanego przez człowieka, którego wszyscy się boją, ale którego nikt poza jego świtą nie zna, ani nie potrafi namierzyć -Siwowłosego. Pracujący nad sprawą oskarżonego o podwójne zabójstwo Piotra Langera, Chyłka i jej podopieczny Kordian aka Zordon zostają wciągnięci w machinę sterowaną przez prawą rękę Siwowłosego, Gorzyma. Szybko okazuje się, że są tylko trybikami tej wielkiej maszyny i muszą grać tak, jak im zagrają.

Fabuła jest wartka, co kilkadziesiąt stron pojawia się jakiś zwrot akcji, który sprawia, że ciężko jest odłożyć książkę, nie zastanawiając się, co będzie dalej albo nie bojąc się o los głównych bohaterów. Śledztwo jest ciekawe o tyle, że jest prowadzone przez dwójkę prawników, a nie policjantów, co z pewnością jest powiewem świeżości w dziedzinie kryminałów. Poza tym nie zaskakuje specjalnie oryginalnością.

Bardzo dużą rolę w "Kasacji" odgrywają główni bohaterzy. Joanna Chyłka to doświadczona prawniczka, świetna w swojej profesji i twardo stąpająca po ziemi. Kordian Oryński dopiero zaczyna swoją karierę w Kancelarii Żelazny & McVay, jest pełen zapału, ale tak naprawdę niewielkie ma pojęcie o tym, co oznacza praca w warszawskim korpo. Ciekawy jest kontrast pomiędzy Chyłką a Zordonem - tutaj to kobieta jest tą mocniejszą stroną, to ona dyktuje warunki i co rusz wytyka swojemu aplikantowi brak męskości. Pali Marlboro i śmieje się z cienkich Davidoffów Oryńskiego; pochłania soczyste żeberka, kiedy Kordian zamawia łososia. Duet ten z pewnością jednak nie został nakreślony idealnie, bo o ile chwilami te znaczące różnice pomiędzy głównymi bohaterami są dużą zaletą powieści, to często zostają niepotrzebnie wyolbrzmione. W efekcie Chyłka bywa irytująca i przerysowana, a Kordian wydaje się zupełnie bez wyrazu. Być może kolejne części cyklu powiedzą coś więcej o młodym prawniku - ale jeśli nie, to duża szkoda, bo ginie on zupełnie w cieniu swojej mentorki.

Mróz jest bardzo młodym pisarzem i odbija się to na sposobie, w jaki pisze. Spodziewałam się po "Kasacji" dużo bardziej mrocznej i poważnej atmosfery, a okazało się, że styl autora jest wyjątkowo lekki, żeby nie powiedzieć - licealny. Narracja sprawia wrażenie, że mogła zostać poprowadzona przez kogokolwiek, nie czuje się tu wprawnego pióra. Z drugiej strony natomiast Mróz posługuje się językiem odpowiednim dla ludzi, o których pisze - młodych, wyzwolnych, często wulgarnych. Dialogi są dzięki temu naturalne, czasem zabawne. Pewnie nie każdemu przypadnie do gustu spora liczba zapożyczeń z angielskiego, ale moim zdaniem dobrze oddaje to naturę dzisiejszego mówionego polskiego. Koniec końców, na pewno Mrozowi poszło lepiej niż opiewanej przez wielu Katarzynie Bondzie, której sztucznych dialogów czasem nie da się czytać.

Pomimo paru mankamentów, "Kasacja" spełnia swoje zadanie. Miała to być lekka historia z kryminalnym smaczkiem i tak było. Miała to być książka, którą połyka się w dwa wieczory, dla czystej rozrywki - i tak było. Dlatego też wystawiam solidne cztery i dam Mrozowi jeszcze niejedną szansę.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...