niedziela, 20 września 2015

Gadżety mola książkowego


Niewątpliwie pierwszym i najważniejszym gadżetem każdego mola książkowego jest po prostu książka. Najlepiej tradycyjna, drukowana na papierze, z okładką i pachnąca tak, jak tylko książki pachną - w zależności od upodobań danego mola może to być zapach świeżej farby drukarskiej lub kurzu zbierającego się na lekko pożółkłych stronach, słodkawy i kojarzący się z upływem czasu i bibliotekami. Nie od dziś jednak wiadomo, że nie samym chlebem człowiek żyje. Jeśli już mol książkowy zdecyduje się zaniechać okropnego i godnego potępienia nawyku, jakim jest zaginanie rogów, najprawdopodobniej wyposaży się w kolejny gadżet, jakim jest zakładka. Zakładek można mieć wiele, kolekcjonować, podziwiać, wymieniać... Podobno jednak apetyt rośnie w miarę jedzenia, a wyrażać swoją miłość do książek można również na sto innych sposób. Jakie więc są niestandardowe gadżety mola książkowego? Zapraszam do mojego przewodnika. :)

1. Kubek

Powtarzany do znudzenia frazes o czytaniu książek i piciu kawy lub herbaty pod ciepłym kocem to coś więcej niż banał. Dla wielu miłośników książek to naprawdę przepis na idealny wieczór.

 


Te cuda możecie kupić w Bookworm Boutique, który zaopatruje najbardziej stylowych czytelników na Instagramie.


Must-have dla fanów Muminków




Piękne! Proste, ale efektowne propozycje od Dotdesign


Genialny pomysł, moim zdaniem - okładki książek wydawnictwa Penguin Books. Miałabym problem, żeby wybrać tylko jeden! 


Kolejne piękności, tym razem od Literary Transport i kolejny problem z tym, który kubek wybrać. 

2. Świeca

Wieczór z lekturą, szczególnie jesienny czy zimowy, można także umilić sobie zapalając nastrojową świeczkę. Pomyślałby ktoś, że dostępne są takie o zapachu książek? 



Świece od Frostbeard Studio to coś, co bardzo chciałabym mieć - zapach inspirowany biblioteką w Oxfordzie, księgarnią czy gabinetem Sherlocka Holmesa... dla mnie brzmi genialnie! :D




Kolejne nastrojowe propozycje od Pages, którzy oferują luksusowe świece o zapachach kojarzących się z książkami.

3. Perfumy

Skoro już o zapachach mowa... szanujący się mol książkowy może teraz pachnieć jak książka. To chyba najszybsza droga do serca drugiego bibliofila. ;)


Zaprojektowany przez perfumiarza Gezę Schoena ten zapach podobno przypomina woń świeżo drukowane książkek, łącząc w sobie aromaty papieru i atramentu, charakterystyczne dla momentu, w którym pierwszy raz otwieramy książkę.


"Paperback" firmy Demeter jest opisywany jako "wycieczka do ulubionej biblioteki albo antykwariatu". Słodki i delikatny, ma w sobie nutę zleżałego, starego papieru, fiołków i aromatycznej mieszanki korzeni i ziół.



Commodity Goods ma w swojej ofercie zapachy dla kobiet i mężczyzn.

4. Poduszka

Wielogodzinne czytanie to nie taka łatwa sprawa. Trzeba dbać o wygodę zgodnie z zasadą: im więcej poduszek, tym lepiej! Poza tym taki dodatek nada charakteru każdemu pokojowi mola książkowego. Musicie przyznać. 



Co wy wybralibyście dla siebie? A może macie jakieś inne pomysły na gadżety dla miłośników książek? Dajcie znać! :)

środa, 2 września 2015

Co już jest, a co będzie - wrzesień/ październik

CO JEST

Wraz z początkiem miesiąca zapraszam Was na krótką wycieczkę po najnowszych propozycjach wydawniczych, które na rynku pojawią się we wrześniu lub są już zapowiedziane na październik, i na które z chęcią bym zapolowała:

1. Co nas nie zabije, David Lagercrantz

Czytaliście sławną trylogię Millennium? Ja tak, i byłam nią zafascynowana, choć paradoksalnie pomimo moich zachwytów jakoś nigdy nie dokończyłam trzeciej części. Teraz, kiedy na rynku wydawniczym pojawia się czwarty tom cyklu, przyrzekam sobie, że nadrobię te braki. Co prawda wokół "Co nas nie zabije" pojawiło się mnóstwo negatywnych komentarzy - po nagłej śmierci autora trylogii zaszczytu dokończenia historii Mikaela Blomkvista i Lisbeth Salander dostąpił zupełnie inny pisarz, David Lagercrantz. Niektórzy skreślają z tego pwoodu książkę już na samym początku. Ja się trochę ekscytuję i z pewnością dam panu Lagercrantzowi szansę. 

Wydawnictwo Czarna Owca:
"Mikael Blomkvist przechodzi kryzys i rozważa porzucenie zawodu dziennikarza śledczego. Lisbeth Salander podejmuje duże ryzyko i bierze udział w zorganizowanym ataku hakerów. Ich drogi krzyżują się, kiedy profesor Balder, ekspert w dziedzinie badań nad sztuczną inteligencją, prosi Mikaela o pomoc. Profesor posiada szokujące informacje na temat działalności amerykańskich służb specjalnych. Mikael bez wahania zaczyna zbierać materiały do sensacyjnego tekstu, który może uratować jego karierę."


2. Program. Część 1: Plaga Samobójców, Suzanne Young

Chociaż literaturę młodzieżową niby mam już za sobą, sporo słyszałam o tym cyklu i muszę przyznać, że jestem go całkiem ciekawa. Temat samobójstw brzmi interesująco.

Wydawnictwo Feeria Young:
"Nastolatki masowo popełniają samobójstwa. W niektórych szkołach władze wprowadzają więc pilotażowy program przeciwdziałania tej epidemii. Wszelkie objawy depresji są skrupulatnie notowane, a ci, którzy się załamują, są poddawani leczeniu w odizolowanych klinikach. Leczenie wydaje się skuteczne, ale każdy, kto brał udział w programie, wraca do zwykłego życia kompletnie pozbawiony wspomnień. Rodzice Sloane stracili już jedno dziecko i są gotowi na wszystko, by tylko ją uratować. Dziewczyna tłumi więc swoje prawdziwe uczucia. Jedyną osobą, przy której czuje się swobodnie, jest James, jej chłopak. Obiecał jej, że ich dwojgu nic się nie stanie, a Sloane jest pewna, że ich miłość przetrwa wszystko. Lecz z tygodnia na tydzień oboje stają się coraz słabsi. Coraz trudniej im zachowywać twarz, bo dopada ich depresja. A później Program. Mroczna, dystopijna powieść z romansem w tle."

3. Umrzeć po raz drugi, Tess Gerritsen

Kontynuacja mojego ukochanego cyklu Rizzoli&Isles. Jeśli chodzi o thrillery medyczne, dla mnie Tess Gerritsen nie ma sobie równych.

Wydawnictwo Albatros:

Gdy detektyw bostońskiego wydziału zabójstw Jane Rizzoli i Maura Isles, lekarz sądowa, zostają wezwane na miejsce zbrodni, odkrywają morderstwo godne okrutnej bestii, o czym świadczą nie tylko ślady pazurów na ciele ofiary. Tylko najbardziej wyrafinowany zbrodniarz mógłby pozostawić ciało doświadczonego myśliwego i wykwalifikowanego preparatora zwierzęcych zwłok, oprawione tak, jak trofea zdobiące ściany jego domu. Czyżby Gott nieświadomie obudził drapieżnika bardziej niebezpiecznego niż te, na które kiedykolwiek polował? Maura obawia się, że nie jest to pierwsza zbrodnia tego sprawcy, i na pewno nie ostatnia. Ostatnie zabójstwo wydaje się łączyć z serią niewyjaśnionych śmierci na obszarach dzikiej przyrody w całym kraju, a trop prowadzi poszukiwania do odległego zakątka Afryki. Sześć lat temu, grupa turystów na safari padła ofiarą zabójcy, który okazał się być jednym z nich. Uwięzieni w buszu rozpaczliwie liczyli na nadejście pomocy, zanim rozszarpią ich dzikie zwierzęta bądź zwyciężą ukryte w nich zwierzęce instynkty. Teraz morderca wybrał Boston na miejsce swoich łowów. Rizzoli i Maura muszą wywabić go z cienia i schwytać.

CO BĘDZIE

A jeśli chodzi o to, co dopiero nadejdzie, to z największą niecierpliwością wypatruję:

1. I odpuść nam nasze... , Janusz Leon Wiśniewski

Pierwsze doświadczenie z propozycjami tego wydawnictwa przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania. Właśnie zabieram się za drugą książkę wydaną przez Tomasza Siekielskiego, a na ich zapowiedź (tym bardziej, że autor taki znany, i że tak lubię tego autora!) już ostrzę zęby.

Premiera 22.10.2015, wydawnictwo Od Deski Do Deski, Seria na F/Aktach:
"W październiku 1991 Polskę obiegła tragiczna wiadomość. Andrzej Zaucha, popularny piosenkarz i muzyk, zginął zastrzelony pod krakowskim Teatrem STU. Jego towarzyszka Zuzanna Leśniak umiera w chwilę potem w karetce pogotowia. Strzelał mąż Zuzanny."


2. Dziewczyna z pociągu, Paula Hawkins

Na instagramowych kontach moli książkowych z USA tę książkę widać równie często, co "Fangirl". To chyba o czymś świadczy?

Premiera: 22.10.2015, wydawnictwo Świat Książki:
"Rachel każdego ranka dojeżdża do pracy tym samym pociągiem. Wie, że pociąg zawsze zatrzymuje się przed tym samym semaforem, dokładnie naprzeciwko szeregu domów. Zaczyna się jej nawet wydawać, że zna ludzi, którzy mieszkają w jednym z nich. Uważa, że prowadzą doskonałe życie. Gdyby tylko mogła być tak szczęśliwa jak oni. I nagle widzi coś wstrząsającego. Widzi tylko przez chwilę, bo pociąg rusza, ale to wystarcza. Wszystko się zmienia. Rachel ma teraz okazję stać się częścią życia ludzi, których widywała jedynie z daleka. Teraz się przekonają, że jest kimś więcej niż tylko dziewczyną z pociągu."


A ja tymczasem zmykam czytać "Inną Duszę", tyle ostatnio o tej książce się mówi, że muszę wściubić tu nos! :)
Co Wy polecacie/ planujecie przeczytać we wrześniu?

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Łódź (Clara Salaman)


"To miała być wspaniała wycieczka. Szczęśliwi, choć biedni jak mysz kościelna, Johnny i Clem wyruszają w podróż poślubną po Europie. Przemieszczają się autostopem i żeby przeżyć podejmują się każdej pracy. W Turcji, uciekając przed policją i gangsterami, którym przypadkowo się narazili, trafiają na pokład jachtu, którym podróżuje zagadkowa para z kilkuletnią córeczką. Johnny i Clem początkowo są przekonani, że wreszcie nadszedł kres ich problemów, że trafili do raju. Charyzmatyczny właściciel łodzi i jego żona pozornie prowadzą życie, o jakim oni zawsze marzyli. Niestety Johnny szybko dostrzega, że na jachcie dzieje się coś dziwnego. Wkrótce razem z Clem będą musieli zmierzyć się z przerażającą rzeczywistością. Raj okaże się piekłem, w którym nawet słowo miłość będzie miało inne znaczenie..."


Chociaż niby nie powinno się oceniać książki po okładce, w tym przypadku otoczka "Łodzi" zrobiła swoje. Klimatyczne zdjęcie na okładce, intrygujący opis i zdawkowa informacja, że autorka oparła powieść na autentycznych wydarzeniach ze swojego życia wystarczyły za motywację do jak najszybszego zabrania się za czytanie. 

Jak wypadła historia zestawiona z dobrym pierwszym wrażeniem? Po kilku początkowych stronach pomyslałam sobie: "Cholera, znów wielki szum, a treść bardzo przeciętna." Lektura wydawała się wlec jak flaki z olejem, ja nie miałam pojęcia o żeglowaniu, statkach, morzu, a historia miłosna, która stanowiła główny wątek, była dla mnie zupełnie przesłodzona, wyidealizowana i naiwna. Mniej więcej w połowie książki zrobiłam sobie przerwę. Później wróciłam do lektury z nikłym zapałem, myśląc, że w końcu muszę to zmęczyć. A tu niespodzianka. Połknęłam resztę zanim się spostrzegłam.

Fakt, akcja rozwija się dość wolno - dwójka głównych bohaterów, Clem i Johhny to młode małżenstwo. W swoją podróż poślubną wyruszają spontanicznie, pędzą przed siebie, chcąc spełnić swoje marzenie o życiu na morzu, wolnym od wszelkich ograniczeń, niczym nieskrępowanym. Łapią się przypadkowej pracy, nie mają planu. Wszystko komplikuje się, gdy dowiadują się, że z niewyjaśnionych przyczyn są ścigani przez policję i muszą uciekać. Przerażeni, trafiają wreszcie na jacht nazwany "Małą Utopią", wiedzeni śpiewem kobiety, który w chwili zagrożenia jest dla nich jak śpiew syreny, która zwiastuje bliskość bezpiecznej przystani.

"Małą Utopię" zamieszkuje para wychowująca córeczkę, Kleks. Wydają się tworzyć wyjątkową rodzinę: Frank pasjonuje się książkami, ma rozległą wiedzę na różne tematy, interesuje się filozofią, gra na gitarze, a Annie śpiewa, jest przyjacielska i czarująca. Kleks dorasta w nietypowych warunkach - niespełna 5-letnia dziewczynka prowadzi życie pełne swobody i zabawy, poznaje świat w naturalny sposób. Rodzina zdaje się żyć w według własnych zasad w odrębnym świecie, którego centrum jest łódź, i którego limity wyznacza bezkresny ocean. Są nieuchwytni.

Idylla w którymś momencie musi jednak zostać przerwana, jeśli autor chce napisać interesującą książkę. Przeszłość Franka i Annie to jedna wielka zagadka. Relacje pomiędzy dwiema parami zaczynają robić się napięte, kiedy pojawia się między nimi pożądanie. Johnny czuje pociąg do Annie, a Clem ulega czarowi Franka. Wkrótce ma się z tego narodzić niebezpieczna gra. Właśnie w tym momencie akcja przyspiesza, pojawiają się kolejne znaki zapytania, na jaw zaczynają wychodzić pewne zdarzenia z przeszłości Franka i Annie, a trupy w szafie mnożą się w zastraszającym tempie. Stajemy twarzą w twarz z psychologiczną łamigłówką, nie wiemy, kto mówi prawdę, kto omamia, kto udaje, a kto naprawdę cierpi.

Oprócz historii miłości Johnny'ego i Clem, młodzieńczej i naiwnej, śledzimy także losy miłości dojrzalszych ludzi, miłości uzależniającej i ogłupiającej. Pojawiają się ciekawie wplecione wątki z dzieciństwa głównych bohaterów, opisujące ich relacje z rodzicami, pierwsze rozczarowania i straty. Wątek psychologiczny jest ciekawy, trzyma w napięciu - obłęd zdaje się dotykać bohaterów jednego po drugim. 

Warto przebrnąć przez pierwszą połowę - nie zniechęcajcie się wolnym tempem. "Łódź" ma do zaoferowania więcej niż sam opis dziecinnej miłości, pokazuje najciemniejszą stronę człowieka, rozpad miłości, porusza kontrowersyjne wątki, szokuje, przeraża chwilami, nakłania do refleksji. Czytałam w życiu lepsze książki, ale tę mogę z czystym sumieniem polecić.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Muza oraz Agencji Business&Culture:


Zapraszam również na fanpage:

piątek, 21 sierpnia 2015

B.A. thesis in progress!



Niektórzy obronę licencjatu mają już dawno za sobą - odbębnili to pod koniec czerwca czy na poczatku lipca, a teraz swobodnie korzystają z uroków wakacji albo dorabiają do budżetu łapiąc wakacyjną pracę. Leniuszki czy też osoby cierpiące na uciążliwą nieumiejętność zarządzania czasem (czyt. ja) wciąż jeszcze muszą się z tym zmierzyć. Ja na temat mojej pracy licencjackiej wybrałam współczesną literaturę kanadyjską. Zdecydowałam się skupić na gatunku queer, który w Kanadzie ma się bardzo dobrze, a zatem oferuje spore pole do popisu, jeśli chodzi o jego analizę. Nie wzięłam pod uwagę jedynie tego, jak trudno w Polsce o jakiekolwiek źródła. Nie dość, że książki sięgają astronomicznych cen, to jeszcze każą długo na siebie czekać. Ale, ale! Sytuacja okazała się nie być do cna beznadziejna - trzy przedstawicielki rasy zadomowiły się w moim niewielkim księgozbiorze, czyniąc mnie dumną posiadaczką wycinka niszowej literatury (niszowej przynajmniej tu, w Polsce, gdzie nie sposób znaleźć jakiegokolwiek przekładu, a i o wersję w oryginale trzeba zaciekle walczyć). 

Wiedziona nawiną być może nadzieją, że uda mi się kogoś z Was zainteresować, i poczuciem misji szerzenia znajomości literatury kanadyjskiej, wpadłam na pomysł, żeby pokazać Wam i opisać trzy papierowe wybranki, które aktualnie stoją na piedestale mojego czytelniczego światka. Oto i one:

"What we all long for" - Dionne Brand

Czwórka przyjaciół: Carla, Oku, Tuyen i Jackie. Każde z nich ledwie skończyło 20 lat. Łączy ich to, że mieszkają w Toronto i pochodzą z rodzin imigranckich. Szukają własnego "ja" w świecie, który automatycznie szufladkuje ich tylko w oparciu o pochodzenie, szukają miłości i odwagi, by przeżyć życie po swojemu. Tłem i pretekstem dla całej historii jest brat Tuyen, którego rodzice zgubili w czasie ucieczki z Wietnamu. Ja wybrałam tę powieść, żeby skupić się na samej Tuyen - alternatywnej, awangardowej artystce, buntowniczce, która walcząc z nieodwzajemnioną miłością do Carli szuka pocieszenia w przygodach z kobietami spotkanymi barze Pop Joan. Brand pisze dobrze, prawdziwie, dialogi są naturalne, przepełnione slangiem. Mnogość wątków wprowadza urozmaicenie, bohaterzy są nienajgorzej skonstruowani. Dodatkowo autorka porusza problem dyskryminacji rasowej. Dobra rzecz.




"Desert of the Heart" - Jane Rule

Przełomowa powieść sztandarowej pisarki LBGT w Kanadzie. Wielokrotnie odrzucana przez dziesiątki wydawnictw, po premierze stała się kontrowersyjnym bestsellerem. Wreszcie ktoś nabrał odwagi na tyle, by napisać powieść obyczajową o lesbijkach. Powieść, która kończy się happy endem. Miło, prawda? Sama lektura - niczego sobie. Czyta się szybko i przyjemnie. Przyznam, że na początku, czytając szczątkowe informacje na temat "Desert of the Heart", myślałam, że będzie to po prostu zwykłe czytadło z ckliwym wątkiem miłosnym. Trochę ckliwie bywa, Rule nie stroni jednak od podejmowania w swojej prozie tematów poważniejszych, wkraczających czasem na niepewne grunty filozofii. Sara Waters nazywa tę książkę "lesbijskim klasykiem". Dla osób LGBT obowiązkowa lektura, dla pozostałych - całkiem ciekawa pozycja pokazująca schematyczność społeczeństwa lat 60. i 70. ubiegłego wieku, mnogość banałów i konwencji, które często zupełnie nas zaślepiają.



"Funny Boy" - Shyam Selvadurai

Największe zaskoczenie tego zestawu. Do książki Shyama Selvadurai podeszłam najbardziej niechętnie. Wydawało mi się, że temat gejów ze Sri Lanki nie do końca przypadnie mi do gustu, a tymczasem autor spłatał mi niezłego figla. Książka w sześciu opowiadaniach przedstawia życie młodego Tamila, który nie jest taki jak inni chłopcy. Lubi bawić się z dziewczynkami, udawać pannę młodą... Jego ojciec szybko orientuje się, że (w jego mniemaniu) z synem jest coś nie tak. Zmuszony do życia według męskich standardów, Arjie będzie musiał sam stawić czoła temu, kim w głębi duszy jest. Sprawy nie ułatwia wojna domowa tocząca się na Sri Lance, pełna okrucieństwa i niesprawiedliwości. Selvadurai pisze świetnie - dawno nie czytałam (z przymusu, po części) książki tak wciągającej, dobrze skonstruowanej, barwnej i mądrej. Nie wspominając już, że o Sri Lance nie miałam bladego pojęcia. Cieszę się, że wypleniłam z siebie choć trochę ignorancji i z pewnością sięgnę po pozostałe ksiązki tego autora. Jestem zachwycona.

Dla wszystkich English-speaking osób - polecam każdą z pozycji! :) 

niedziela, 24 maja 2015

Preparator (Hubert Klimko-Dobrzaniecki)




"Przebieracz i obmacywacz trupów, zimny doktor, preparator, czyli ten, kto przygotowuje zwłoki przed pochówkiem. Praca, którą para się główny bohater powieści, otrzymała różne eufemistyczne nazwy, bo stanowi tabu.
Ktoś musi ją wykonywać, ale ludzie nie chcą o tym na co dzień pamiętać, brzydzą się. Tytułowy preparator dobrze wie, że jest naznaczony społecznym piętnem - i coraz bardziej popada w osamotnienie."





Mogę wiele powiedzieć o książkach z wątkiem kryminalnym, przeczytałam ich sporo. Zawsze powtarzam, że od tego gatunku oczekuję czegoś, co naprawdę jeszcze zdoła mnie zszokować. Wbić w ścianę. Dać mi to poczucie, które nie pozwala otworzyć kolejnej książki, zanim dokładnie nie przetrawi się tej poprzedniej. Sam opis nowej powieści Huberta Klimko-Dobrzanieckiego brzmiał jak zapowiedź książki, której szukałam. Preparator - ktoś, kto każdego dnia ma do czynienia ze śmiercią. Człowiek boi się śmierci i wszystkiego, co z nią związane. O zakładzie pogrzebowym nikt nie pomyśli jak o przyjemnym miejscu. Nikt nie chciałby chyba spędzać całych godzin sam na sam ze zwłokami, nie wspominając o dotykaniu ich i przygotowywaniu do "ostatniej podróży". Główny bohater jednak - jak zapowiadał opis wydawnictwa - nie ma z tym najmniejszego problemu, to po prostu jego praca. Brzmi ciekawie? Dla mnie tak. Zapowiedź zainteresowała mnie na tyle. że chciałam dowiedzieć się czegoś więcej o "Preparatorze", zanim jeszcze otrzymałam przesyłkę z książką. Pierwsze wyniki znalezione w internecie dały mi nadzieję na jeszcze więcej - zamazane granice moralności, podwójne morderstwo, kazirodztwo, nekrofilia. Czy można chcieć czegoś więcej, jeśli w jednej książce zawarta jest TAKA mieszanka?

Opis opisem, reklama reklamą. Ile w tym prawdy? Okazało się, że sporo. Kiedy zaczęłam czytać "Preparatora", po raz pierwszy od długiego czasu wróciło do mnie to uczucie, które uwielbia każdy mol książkowy - słowo za słowem, zdanie za zdaniem, strona za stroną, szybko, teraz, już, chciałam wiedzieć więcej i więcej i wcale nie miałam ochoty przestać. Takie książki są uzależniające. Otwierasz, kończysz pierwszą stronę i zaledwie chwilę później (zdawałoby się), masz za sobą jedną trzecią historii i z jednej strony czym prędzej chcesz dotrzeć do końca, dowiedzieć się, co będzie potem, jakie jest zwieńczenie całej historii, ale z drugiej - za nic w świecie nie chcesz, żeby ta książka się skończyła. 

Muszę jednak przyznać, że spodziewałam się po tej powieści czegoś trochę innego. Przed rozpoczęciem lektury wydawało mi się, że mam przed sobą kryminał. Niezwykle interesujący, bo częściowo oparty na faktach (A co jest ciekawszego niż świetnie skonstruowana zbrodnia? Tylko ta świetnie skonstruowana zbrodnia, która wydarzyła się naprawdę.), poruszający kilka tematów, które do dziś są uważane za tabu. Myślałam więc, że dostanę krwawą historię, dokładny opis bestialstwa, pewnie nieźle przedstawione śledztwo, coś w tym rodzaju. Nie spodziewałam się zupełnie, że książka ta to swojego rodzaju wywiad. Całą historię opowiada główny bohater. Nie poznajemy jego imienia, możemy jednak dowiedzieć się niemal wszystkiego o tym, co działo się w jego sercu i głowie. Tytułowy preparator opowiada całą swoją przeszłość - dzieciństwo, osadzone w czasach PRL-owskiej Polski, wspomnienia zimnej i wiecznie niezadowolonej z niego matki, odległego ojca, który paradoksalnie jako jedyny był mu w tej rodzinie bliski, siostry, która była oczkiem w głowie mamy, dumą, przykładną córką. Dorastanie, początki dorosłości, wreszcie samą dorosłość. Każdy etap życia głównego bohatera odcisnął na nim piętno. 

Klimko-Dobrzaniecki pokazuje nam preparatora dokładnie i bez ogródek. Dowiadujemy się o jego pierwszej miłości, która zraniła go tak, że wspomnienie o niej nigdy go nie opuściło, o problemach w szkole, rozczarowaniach na polu zawodowym, o śmierci, która zawsze go otaczała, której na początku się bał, a do której z czasem się przyzwyczaił. Znamy każdą traumę bohatera. Do nas jednak należy wydanie oceny - autor nie podpowiada nam rozwiązań, ani dobrych odpowiedzi. Kiedy preparator opowiada o rzeczach, które zrobił, i które z moralnego punktu widzenia zasługują na nic innego jak potępienie, musimy zadać sobie pytanie: czy można go w jakikolwiek sposób usprawiedliwić? Czy człowiek ten jest przesiąknięty złem, wyzbył się hamulców, nie ma żadnych granic? Jak bardzo został jednak ukształtowany przez ludzi, którzy byli dookoła niego?

Chciałam i szukałam takiej książki. Mądrej. Bezpośredniej, surowej, brutalnej chwilami, ale i momentami pięknej. Chciałam portretu człowieka, w którym walczą ze sobą sprzeczności. Miłość pierwsza i najsilniejsza, kolejna miłość - oparta na fizyczności, przyziemna. Miłość kontrowersyjna, taka, jaka nigdy nie powinna mieć miejsca, taka, którą ludzie się brzydzą. Miłość do ojca, przeplatana niezrozumieniem, milczeniem, czasem rozczarowaniem. Ale prawdziwa. Taka, której nic nie może zmienić. Bo w tej książce, w której tyle mówi się o śmierci, tak dużo mówi się też o miłości. 

Bez względu na to, czego oczekiwałam od "Preparatora", dostałam coś innego, dostałam o wiele więcej. Wbiło mnie w ścianę. Odczekam jeszcze trochę, zanim otworzę kolejną książkę i będę w stanie skupić się tylko na niej. Musiałam odczekać nawet kilka dni, zanim byłam w stanie zebrać myśli i napisać coś sensownego o książce, na którą naprawdę długo czekałam. Dla mnie "Preparator" ma już zaklepane miejsce na półce z pozycjami wyjątkowymi, które chciałabym wcisnąć do przeczytania każdemu, i które, mam nadzieję, przeczytam jeszcze nie raz, na innym etapie swojego życia, żeby zobaczyć, jak mało wcześniej byłam zdolna zrozumieć.


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję
Wydawnictwu Od Deski Do Deski:


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...