środa, 13 marca 2013

Czekając na wiosnę

Czytanie książek ostatnimi czasy nie wychodzi mi najlepiej, ale i tak z uporem maniaka kupuję nowe tomy do kolekcji, co widać na załączonym poniżej obrazku. A w formie bonusu - co czytają studenci anglistyki? ;) Też Wam pokażę!


1) Carlos Ruiz Zafón - "Marina"
2) Tess Gerritsen - "The Apprentice" - po raz pierwszy będę miała okazję przeczytać książkę jednej z moich ulubionych autorek w oryginale!
3) Sarah Waters - "Fingersmith"
4) Lionel Shriver - "We need to talk about Kevin" - po obejrzeniu genialnego filmu nie mogłabym przejść obojętnie obok książki, na podstawie której został on nakręcony
4) Jane Austen - "Sense and sensibility" - i znów klasyka! Jesteście ze mnie dumni? ;)
5) J.K. Rowling - "Trafny wybór"


A oto, z czym zmagam się na co dzień... ;)


wtorek, 5 marca 2013

Muskając aksamit (Sarah Waters)

"Muskając aksamit" ("Tipping The Velvet") autorstwa Sary Waters
Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2009
422 strony, 34 PLN

Anglia, schyłek XIX wieku. W uporządkowane życie Nancy Astley, córki sprzedawcy ostryg, niespodziewanie wkracza Kitty Butler, gwiazda wodewilu. W pogoni za marzeniami Nancy opuszcza rodzinną miejscowość i w raz z nową przyjaciółką wyrusza na podbój Londynu, gdzie wkrótce sama staje na scenie...


  W ramach mojego autorskiego projektu (alias noworocznego postanowienia) pod tytułem "Zacznę czytać więcej literatury brytyjskiej", sięgnęłam po książkę wielokrotnie nagradzanej pisarki i znawczyni powieści wiktoriańskiej, Sary Waters. Zanim sama zagłębiłam się w lekturę, pozwoliłam sobie przeczytać kilka recenzji, które wywołały we mnie jedynie mieszane uczucia, gdyż niektóre z opinii były nad wyraz pochlebne, inne zaś wskazywały na to, że po "Muskając aksamit" można by spodziewać się więcej i w sumie żadnych "ochów", ani "achów" powieść ta nie wzbudza. Tak też, bez jednoznacznych uprzedzeń czy oczekiwań, zaczęłam czytać.

   Choć na co dzień rzadko sięgam po literaturę opisującą minione wieki, tym razem stwierdziłam, że nie zaszkodzi mi zapoznać się odrobinę z epoką wiktoriańską, która w rzeczy samej jest naprawdę interesującym okresem w historii. "Muskając aksamit", choć nie może poszczyć się szczególnie wartką akcją, wciąga od samego początku, najprawdopodobniej za sprawą wprawnego pióra autorki, która opisuje rzeczywistość głównej bohaterki, Nancy Astley, bardzo dogłębnie i wielowymiarowo.

   Dla wielu osób Sarah Waters to przede wszystkim jedna z nielicznych w literaturze popularnej przedstawicielka nurtu LGBT. Z tego, co udało mi się na jej temat przeczytać, większość (jeśli nie wszystkie) jej książek w pewien sposób dotyczy miłości pomiędzy dwiema kobietami. I choć faktycznie ten wątek jest w "Muskając aksamit" niezwykle wyraźny - a wręcz wiodący - to nie można zapominać o tym, jak wiele innych ciekawych tematów pisarka porusza w swojej powieści.

   Przede wszystkim na uwagę zasługuje sprawa podziału społeczeństwa brytyjskiego, a w szczególności problem klasy robotniczej. Z takiego właśnie środowiska wywodzi się główna bohaterka. Począwszy od pracy w rodzinnej gospodzie, Nancy przechodzi w swoim życiu różne etapy. Trafia na scenę, gdzie przez pewien czas spełnia się jako artystka rewiowa, później rozkoszuje się przyjemnościami życia w jednej z najbogatszych dzielnic Londynu, by ostatecznie powrócić do korzeni i w rezultacie czynnie walczyć o prawa ubogich robotników angażujących się w ruch socjalistyczny.

   Z całą pewnością jednak twórczość Sary Waters nie jest przeznaczona dla każdego, głównie z powodu wyżej wspomnianego przeze mnie wątku miłości lesbijskiej - autorka nie zostawia wiele wyobraźni czytelnika i w większości opisów jest raczej dosłowna. Odkładając jednak na bok wszelkie uprzedzenia i oceniając powieść pod względem jej literackiej wartości, trzeba przyznać, że jest to historia skonstruowana z dużym wyczuciem, obfitująca w interesujących bohaterów i ukazująca ciekawy wycinek rzeczywistości. 

Ocena: 5
 

niedziela, 3 lutego 2013

TOP 10 Ulubione seriale

Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu na blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu na dany tydzień.

Dziś przyszła pora na... Dziesięć ulubionych seriali! W ramach małej odmiany i także dlatego, że nie zapowiada się, bym w najbliższym czasie zdołała przeczytać jakąkolwiek inną książkę niż coś w stylu "Historia Wysp Brtytyjskich", zostawiam Was z tym małym zestawieniem.

1) Słodkie kłamstewka (Pretty Little Liars)


Uwielbiam, kocham, ubóstwiam. Można by powiedzieć, że to zwykła historyjka dla szesnastolatek. A jednak nie! Zaczęłam oglądać Pretty Little Liars w czasie wakacji, kiedy któregoś wieczora stwierdziłam, że nie mam co z sobą począć. I tak się zaczęło. Później zaraziłam manią na PLL moją mamę, która teraz razem ze mną śledzi losy Emily, Arii, Hanny i Spencer. Polecam wszystkim - serial lepszy niż książki. No i przecież wszyscy chcemy się dowiedzieć, kim jest A.!


2) Plotkara (Gossip Girl)


W przypadku Plotkary najpierw zabrałam się za serię książek - te na początku średnio przypadły mi do gustu, ale później wciągnęłam się na tyle, że przeczytałam niemal wszystkie części. Jakież więc było moje zdziwienie, gdy obejrzałam pierwszy odcinek serialu, w którym wszystko było na opak! Vanessa miała długie włosy, Dan spotykał się z Sereną, a Blair zakochała się w Chucku! Pamiętam jeszcze swoje oburzenie. A potem i serial mnie ujął. Wielki plus za stylizacje!

3) Gwiazda od zaraz (Instant Star)


Serial, który mogłabym oglądać w kółko, sezon za sezonem. Moja faza na "Gwiazdę od zaraz" przypadła na lata gimnazjum, ale Alexz Johnson, której muzykę dzięki tej produkcji odkryłam, słucham do dziś. Serial był genialny i żałuję, że producenci nie zdecydowali się na kolejny sezon, bo zakończenie pozostawia niedosyt. W każdym razie, warto zobaczyć Instant Star choćby dla piosenek i wokalu Alexz, która teraz robi karierę solową i pokazuje naprawdę ciekawe oblicze muzyki.



4) Sherlock

Jeśli ktoś lubi Sherlocka Holmesa, to po prostu nie może nie obejrzeć tego serialu. Choć kocham Roberta Downeya Jr. w kinowej wersji Holmesa, to Benedict  Cumberbatch bije wszystkich Sherlocków na głowę. Razem z  Martinem Freemanem w roli Watsona (A nie tam jakiegoś Bilba  Bagginsa) tworzą zespół doskonały. Świetny klimat, zagadki przedstawione idealnie i najlepsze przytyki do rzekomego homoseksualizmu tej niezapomnianej pary detektywów.


5) Zaklinacz dusz (Ghost Whisperer)


Kolejny serial z cyklu "zabójca czasu w wakacje". Choć czasem główna bohaterka, Melinda Gordon, wydaje mi się trochę naiwna, a same projekcje duchów wiele pozostawiają do życzenia, nie można odmówić "Zaklinaczowi dusz" swoistego uroku. A im dalej w sezony, tym poważniej i ciekawiej się robi. Nie jestem już niestety na bieżąco z odcinkami, ale kiedyś to nadrobię.






6) Prawdziwe powołanie (TruCalling)

Serial wyjątkowo mało popularny - a szkoda, bo jest w nim coś fajnego. Schemat trochę podobny do "Zaklinacza dusz" - młoda dziewczyna obdarzona niezwykłym darem próbuje zmieniać świat na lepsze. Tru zatrudnia się w miejskiej kostnicy w celu odbycia praktyk zawodowych i właśnie wtedy po raz pierwszy przemawia do niej zmarły, który nie powinien był umrzeć. Tru cofa się w czasie, by zapobiec niesprawiedliwej śmierci. I tak w kółko, do czasu, gdy dowie się, że ktoś chce powstrzymać jej misję.


7) Zagubieni (Lost)



Sławny serial, którego nikt nie rozumie. Ja dawno temu utknęłam gdzieś na etapie czwartego sezonu, a obecnie zaczęłam oglądać od początku, tym razem z założeniem, że wytrwam do końca i odkryję zagadkę tej przeklętej wyspy. Trochę naciągana historia, ale ogląda się dobrze, a i bohaterów można polubić. 






8) BrzydUla

To chyba jedyny polski serial, który naprawdę polubiłam. Nawet nie wiem kiedy dałam się wciągnąć w tę historyjkę, ale wpadłam po uszy. Julia Kamińska w głównej roli sprawdziła się znakomicie, choć wolałam ją w "brzydkim" wcieleniu, później nie była już taka sympatyczna. ;) No i oczywiście moja ukochana postać wszech czasów - Violetta Kiełbasińska, którą zagrała Małgosia Socha. Teksty tej bohaterki są już dla mnie kultowe, a "FC Pronto i ACE Milan" powtarzała cała moja licealna klasa.



9) Jane by Design


Młodzieżowa wersja filmu "Diabeł ubiera się u Prady". Nastoletnia Jane prowadzi podwójne życie - chodzi do liceum i odbywa staż w firmie modowej, gdzie jej współpracownicy sądzą, że dawno już skończyła dwadzieścia lat. Z drugiej strony Jane zmaga się z problemami rodzinnymi - jest wychowywana przez starszego brata, ojciec nie żyje, a matka zostawiła ich, by podróżować po świecie.  Choć to taki naiwny serialik, obejrzałam go z przyjemnością w wersji angielskiej. 


10) Partnerki (Rizzoli and Isles)

"Rizzoli and Isles" to serial, który powstał na podstawie książek Tess Gerritsen (jednej z moich ulubionych pisarek), dlatego na jego premierę czekałam z niecierpliwością. No i cóż, jak to zwykle bywa, serial jest zupełnie inny niż książki, ale nadal ogląda się go przyjemnie. Ciekawie łączy wątki kryminalne z dużą dozą humoru, a poza tym świetnie pokazuje przyjacielskie relacje pomiędzy Jane a Maurą.

sobota, 19 stycznia 2013

Styczniowa góra książek

Czas najwyższy na pokazanie Wam tego, co uzbierało mi się do przeczytania w styczniu. Część książek została w Poznaniu, ale to, co zobaczycie poniżej, to i tak większa część mojego styczniowego stosu :)


1) "Pod nocnym niebem", Rachel Hore - zdobycz biblioteczna :)
2) "Kamienica przy Kruczej", Maria Ulatowska - jeden ze świątecznych prezentów
3) "Osiemdziesiąt dni żółtych", Vina Jackson - domowa biblioteczka
4) "Dzień dobry, Irene" - upolowana dwa dni temu za grosze! :)
5) "Wichrowe wzgórza", Emily Bronte - w ramach akcji "studenci filologii angielskiej naprawdę czytają swoje lektury"
6) "Muskając aksamit", Sarah Waters - kolejna perełka wyprzedażowa
7) "Coco Chanel. Życie intymne", Lisa Chaney - chciałam przeczytać tę książkę od niepamiętnych czasów, wreszcie mam ją na własność
8) "Kaznodzieja", Camilla Lackberg - i jeszcze jeden owoc ostatniej wyprawy do biblioteki. Udało mi się wypożyczyć też pierwszy tom, który obecnie podkradła mi mama ;)

Teraz jestem w trakcie czytania "Muskając aksamit". Jak myślicie, po którą książkę powinnam sięgnąć potem? :)

piątek, 11 stycznia 2013

Sklepik z Niespodzianką. Adela (Katarzyna Michalak)

"Sklepik z Niespodzianką. Adela" autorstwa Katarzyny Michalak
Drugi tom cyklu "Sklepik z Niespodzianką"
Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2012
284 stron, 31,90 PLN

(...) W małej nadmorskiej miejscowości nastał czas zmian. Niespodziewany i tajemniczy powrót zaginionej Anny, żony Wiktora, wiele komplikuje. Pogodna i jej mieszkańcy zdają się skrywać więcej sekretów, niż Bogusia mogła przypuszczać. Między przyjaciółkami rośnie napięcie, do tego także kapryśny los ich nie oszczędza. Przyjaźń Bogusi, Adeli, Konstancji, Lidki i Stasi zostanie wystawiona na ciężką próbę.

~ Uwaga dla osób, które przeczytały tylko pierwszy tom - chcąc nie chcąc, mogłam nieopatrznie zawrzeć w recenzji drobne spoilery. ;)



   Mając za sobą lekturę pierwszej części "Sklepiku z Niespodzianką", szybko sięgnęłam po drugi tom, póki jeszcze byłam "na świeżo" z wydarzeniami i bohaterami. Pierwsze spotkanie z twórczością Katarzyny Michalak było całkiem udane, bez fajerwerków, ale sympatyczne. Wciąż jednak w pamięci miałam wszystkie te przesłodzone zdrobnienia i naiwność głównej bohaterki. Na szczęście w drugiej części było chyba... No właśnie, jak?

   Akcja powieści zaczyna się dokładnie tam, gdzie w poprzednim tomie się zakończyła. Powrót najbardziej zagadkowej mieszkanki Pogodnej, po której ślad zaginął na kilka lat, wywraca do góry nogami życie przyjaciółek - Bogusi, Adeli i Lidki. Wraz z odnalezioną Anną wracają wspomnienia sprzed lat, a wraz z nimi na światło dzienne wychodzą sekrety Pogodnej. Będzie się działo - to pewne. Stare miłości odżywają, zapowiadają się zmiany, będzie trochę dramatów, trochę radości. "Adela" to taka mieszanka wybuchowa, która nie pozwala czytelnikowi się nudzić.

   Choć pióro Katarzyny Michalak nie do końca mi odpowiada, to muszę przyznać, że całość czyta się lekko, szybko, przyjemnie, a sam styl z czasem wydaje się lepszy, dojrzalszy niż na początku książki. Bohaterki stają się czytelnikowi z czasem coraz bliższe, a ich problemy - już nie takie płytkie. Moją ulubioną postacią stała się właśnie tytułowa Adela - konkretna, bezpośrednia kiedy trzeba, zdecydowana, odpowiedzialna, rozsądna i, co ważne, samodzielna. Zupełnie inna niż główna bohaterka poprzedniej części, Bogusia - naiwna marzycielka, romantyczka, która niewiele wie o życiu. 

   Za duży plus drugiego tomu "Sklepiku z Niespodzianką" uważam to, że w dużej mierze autorka skończyła z niezachwianie idyllicznym obrazem świata. Kiedy na jaw wychodzą nierozwikłane problemy z przeszłości, robi się ciekawie. A gdy do tego dołączają obecne rozterki i niepowodzenia bohaterów - jest jeszcze lepiej. Bardziej realistycznie, "życiowo". Ośmielę się powiedzieć, że chwilami wydarzenia spotykające mieszkańców Pogodnej sprawiły, że sama zaczynałam się zastanawiać, jak ja zachowałabym się na ich miejscu, czy powieliłabym ich decyzje, czy też postąpiłabym zupełnie inaczej. Lubię, kiedy książka - chociażby tak niewymagająca jak "Sklepik..." - wzbudza jakieś przemyślenia. Kiedy czytelnik odnosi wrażenie, że bohaterowie książki faktycznie mogliby być prawdziwymi ludźmi z prawdziwymi problemami, to znaczy, że autor dopiął swego. 

   A sympatyczniejsze bonusy? Są, a jakże. W tej części rolę dodatku w postaci przepisów na słodkości i gorącą czekoladę przejęły przepisy na odprężające kąpiele i maseczki do twarzy - wyszło to całkiem zgrabnie i przyjemnie. Mleczno-budyniową kąpiel a la Kleopatra oraz tę z cytrynową galaretką przetestowałam na własnej skórze i potwierdzam: są świetne, a zapach tej z waniliowym budyniem jest po prostu niebiański. 

   Co tu dużo mówić, drugie podejście do twórczości Katarzyny Michalak uważam za udane - nawet bardziej, niż to pierwsze. Czasem było wesoło, czasem smutno, że aż łezka zakręciła się w oku, a czasem przepysznie - gdy w grę wchodziły opisy przygotowywanych przez Bogusię ptysi z kremem i czekoladą. I choć nadal chwilami irytowały mnie niepotrzebne zdrobnienia (sklepik, siostrzeniczka, Boguśka, Lidzia, itp), całość wypadła dość... uroczo. I w sumie mam ochotę na więcej, bo po część trzecią na pewno sięgnę. Każdej dziewczynie czy kobiecie, która jeszcze nie zna Sklepiku z Niespodzianką, a ma ochotę na ciepłą opowieść o babskich sprawach, zalecam wstąpienie do królestwa Bogusi na gorącą czekoladę z imbirem i kawałkiem pysznego trójsernika. :)

Ocena: 4++/6
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...