wtorek, 9 lipca 2013

Oskar i pani Róża (Eric-Emmanuel Schmitt)

"Oskar i pani Róża" (Oscar et la dame rose) autorstwa Erica-Emmanuela Schmitta
Wydawnictwo Znak, Kraków 2011
88 stron

"Czy w ciągu dwunastu dni można poznać smak życia i odkryć jego najgłębszy sens? Dziesięcioletni Oskar leży w szpitalu i nie wierzy już w żadne bajki. Wtedy na jego drodze staje tajemnicza pani Róża, która ma za sobą karierę zapaśniczki i potrafi znaleźć wyjście z każdej sytuacji..."




   Tak się składa, że o Oskarze słyszałam już bardzo, bardzo dawno. Właściwie od razu pomyślałam sobie, że to książka warta przeczytania, tym bardziej, że spotkałam się z całym mnóstwem pozytywnych opinii na jej temat. Sporo jednak czasu zabrało mi zorganizowanie własnego egzemplarza "Oskara i pani Róży". Ale w końcu doczekałam się tomiku i przekonałam się osobiście, o co chodzi z tym fenomenem Erica-Emmanuela Schmitta i jego książek.

   Przede wszystkim muszę zaznaczyć, że nie spodziewałam się, że będzie to książka aż tak religijna. No cóż, w porządku. Zwykle nie sięgam po tego typu literaturę, ale skoro już zaczęłam czytać, postanowiłam nie ulegać głupim uprzedzeniom i dać książce szansę - musiałam skończyć.

   Książka składa się z listów, które mały Oskar pisze do Boga. Chłopiec jest nieuleczalnie chory, a przy tym zaskakująco jak na swój wiek zgorzkniały. Nie znosi swoich rodziców, uważa ich za głupców, którzy boją się jego choroby. Nastrój poprawia mu towarzystwo pani Róży, starszej kobiety, która odwiedza szpital, by podnosić dzieci na duchu. To właśnie ona podsuwa Oskarowi pomysł skontaktowania się z Bogiem. Na początku chłopiec jest sceptyczny, kwestionuje samo istnienie Boga, jednak z czasem budzi się w nim wiara. Właśnie ta wiara ma pomóc mu pogodzić się z myślą o śmierci.

   Pani Róża wpada na jeszcze jeden pomysł, żeby uczynić życie Oskara przyjemniejszym. Odtąd chłopiec ma przyjąć, że każdy kolejny dzień to 10 lat jego życia. Dzięki temu zdoła "dożyć" sędziwego wieku i doświadczyć wszystkich etapów dojrzewania wraz z jego urokami i trudnościami. 

   "Oskar i pani Róża" to książka bardzo krótka, a jednak treściwa. Język, w jakim jest napisana, dobrze odzwierciedla styl wypowiedzi dziecka. Dzięki temu lektura zajmuje nam nie więcej niż godzinę, w ekstremalnych wypadkach może dwie. 

   Może nie uległam całkowicie czarowi prozy Schmitta, ani nie zakochałam się w dzielnym Oskarze, ale w pewien sposób było to dla mnie ciekawe spotkanie. Nadal jednak sądzę, że więcej emocji "Oskar i pani Róża" wzbudzi w osobie, dla której wiara jest bardzo ważna, i która zgadza się z powiedzeniem "Kogo Pan Bóg kocha, temu krzyże daje". Ja takiego podejścia nie lubię, może dlatego nie do końca trafiło do mnie przesłanie tej książki.

Ocena: 4

środa, 3 lipca 2013

Dom na krawędzi (Maria Nurowska)

"Dom na krawędzi" autorstwa Marii Nurowskiej
Wydawnictwo Znak, Kraków 2012
272 strony

"Gdy Daria wychodzi z piekła więzienia, nie wierzy, że jej życie ma jeszcze jakiś cel. Wie jedno: musi stać się zupełnie kimś innym. Zmienia imię i stara się zapomnieć o przeszłości. Szybko okazuje się, że los nie dał jej czystej karty. W życiu Darii pojawiają się znowu poznane w więzieniu kobiety. Teraz wszystkie są wolne, ale czy szczęśliwsze?"

~ Za wszystkie ewentualne spoilery z góry przepraszam!

   Z kontynuacjami bestsellerów bywa różnie. Czasem biją poprzednika na głowę, innym razem wydają się pisane na siły, bardziej dla zysku niż z rzeczywistej potrzeby powiedzenia kilku słów więcej. "Dom na krawędzi" jest kontynuacją powieści autorstwa Marii Nurowskiej, "Drzwi do piekła", którą oceniłam dość wysoko. I choć nie zaryzykowałabym stwierdzenia, że druga część opowieści o Darii, pisarce, która trafia do więzienia po zabiciu swojego męża, została napisana po nic, wielkich fajerwerków nie odnotowałam. Z drugiej strony, zawodu też nie było.  Całość wypadła poprawnie, raczej przyjemnie, ale zabrakło mi "tego czegoś".

   W tej części Maria Nurowska pokazuje nam czterdziestoletnią kobietę, która musi nauczyć się żyć od nowa. Kiedy Daria odzyskuje wolność, jest zupełnie zdezorientowana, nie wie, co ze sobą począć, nie ma pojęcia, jak chciałaby, żeby wyglądało jej życie. Jest pewna tylko jednej rzeczy: nie wróci do starego domu, gdzie czekają na nią demony przeszłości. Schronieniem okazują się góry i Bukowina Tatrzańska, gdzie Daria decyduje się zamieszkać i wybudować pensjonat.

   Pomimo wielu nowych wątków, w "Domu na krawędzi" pojawia się większość postaci, które poznaliśmy w pierwszym tomie. Tą najważniejszą jest Iza. Cała książka napisana jest w formie listu, który Daria kieruje do Izy, dzięki której życie w więzieniu stało się dla głównej bohaterki odrobinę łatwiejsze. Więź, jaka wytworzyła się między tymi dwiema kobietami, jest niezwykle silna, uzależniająca i obciążająca dla Darii, którą Iza często traktuje z góry, przedmiotowo, i którą bezustannie się wysługuje. To dziwna przyjaźń; z jednej strony - głęboko zakorzeniona w obu kobietach i wyjątkowa, a z drugiej - toksyczna i niewygodna. 

   Struktura powieści jest tym razem o wiele bardziej uporządkowana niż w "Drzwiach do piekła". Co prawda, nadal nie uświadczymy tu podziału na rozdziały, jednak akcja jest przedstawiona chronologicznie, jedno wydarzenie logicznie następuje po drugim, bez wtrąceń w postaci retrospekcji. Trzeba też zauważyć, że fabuła nie obfituje w jakieś niesamowite zwroty akcji, jednak całość czyta się przyjemnie, strony uciekają nawet nie wiadomo kiedy. 

   Nie podobało mi się natomiast zakończenie. Zupełnie nie. Bum! Urwane jakby w połowie sceny. Zostawia czytelnika z myślą: "Kurczę, będzie trzecia część, czy jak?".

   Biorąc pod uwagę, że dotąd tak mało spotkałam wciągających książek polskich autorów, Maria Nurowska jest dla mnie ciekawym objawieniem. Pisze lekko, autentycznie, po prostu o życiu, które nie zawsze jest takie, jakie chcielibyśmy mieć. Sam "Dom na krawędzi" wypada słabiej od "Drzwi do piekła", ale nadal jest niezły. Czytajcie śmiało.

Ocena: 4

czwartek, 27 czerwca 2013

Koniec sesji, początek czytania!

Nareszcie, nareszcie, nareszcie! Pierwszy rok studiów za mną. Po dłuuuugim okresie urwania głowy i braku czasu na niemalże wszystko, dobrnęłam do końca i mam przed sobą cudowne trzy miesiące wakacji. Jednym z moich głównych postanowień na lato jest zakopanie się w stosie cudownych książek, które tak długo na mnie czekały, i nadrabianie wszystkich czytelniczych zaległości. Oto moje najnowsze łupy:


1. "Little stranger", Sarah Waters
2. "The Great Gatsby", F. Scott Fitzgerald
3. "Oskar i pani Róża", Eric-Emmanuel Schmitt
4. "Home Truths", David Lodge
5. "Lord of the Flies", William Golding
6. "Alias Grace", Margaret Atwood
7. "Accents of English. Volume 3", John Wells
8. "Speaking Canadian English"

Jak widać, wszystkiego po trochu. Klasyka, Watersowa powieść wiktoriańska, literatura kanadyjska (zupełna nowość w mojej karierze mola książkowego -> Margaret Atwood), no i moje ukochane akcenty języka angielskiego. Na wakacje planuję spotkanie z kanadyjskim. :)

Buziaki, idę czytać!

wtorek, 18 czerwca 2013

Bloglovin'

W związku z tym, że podobno niebawem ma zniknąć opcja obserwowania blogów na blogspocie, chętnych zapraszam na Bloglovin', gdzie też możecie śledzić Littleveronica's Review. :)


<a href="http://www.bloglovin.com/blog/7240163/?claim=kgw6kas5mra">Follow my blog with Bloglovin</a>

środa, 5 czerwca 2013

Drzwi do piekła (Maria Nurowska)

"Drzwi do piekła" autorstwa Marii Nurowskiej
Wydawnictwo Znak, Kraków 2012
272 strony

"Daria kochała męża. I zabiła go. Z miłości. Znacznie od niej starszy Edward był redaktorem  naczelnym pisma literackiego. Widział w niej zdolną pisarkę i fascynującą kobietę. (...) Skazana na dwanaście lat za zbrodnię w afekcie Daria trafiła do więzienia. Do piekła, które okazało się dla niej czyśćcem. Drogę do samej siebie odnalazła dzięki drugiej kobiecie..."



   Od dawna już szukałam takiej książki, którą po prostu chciałoby się czytać. Znużona ciężkim językiem brytyjskiej literatury wiktoriańskiej i innych równie "lekkich i przyjemnych" powieści z szerokim uśmiechem na ustach przywitałam "Drzwi do piekła", które, choć traktują o nieszczególnie radosnych wydarzeniach, czyta się szybko, sprawnie i z niemałym zaciekawieniem.

   Daria, główna bohaterka powieści, to młoda pisarka, absolwentka filologii polskiej. Ma korzenie białoruskie i polskie, wychowała ją babcia. Matka zniknęła, kiedy Daria była niemowlęciem, ojciec został zastrzelony w obławie. Jej mąż, Edward, jest starszym od niej inteligentem, znawcą literatury i recenzentem, który swoją rekomendacją może zapewnić debiutantowi wielką karierę; swoją żonę uważa jednak za autorkę drugorzędnych powieści. Darię i Edwarda łączy dziwna relacja. Trochę na zasadzie mistrz - uczennica, z elementami namiętności i nienawiści. Choć często ścierają się ze sobą, wygląda na to, że nie potrafią bez siebie żyć. W ich związek wkrada się jeszcze więcej trudności, gdy Daria wyzywa Edwarda do podjęcia pewnej gry. Mężczyzna ma uwodzić inne kobiety, ale tylko takie, które wskaże mu Daria. Stopniowo sprawa wymyka się jednak spod kontroli, gra przestaje być grą, fizyczność i flirt zostają zdominowane przez uczucia, a Edward i Daria zaczynają oddalać się od siebie.

   Dlaczego Daria zabiła swojego męża? Z miłości? Nie wydaje mi się. Tu nie chodziło o zwykłą zazdrość, ale o chęć zemsty i o uczucie ulgi. Jakiekolwiek były przyczyny, ważniejsze są konsekwencje. Chwila, w której Daria trafia do więzienia, jest dla kobiety początkiem innego życia, a także próbą pogodzenia się z samą sobą.

   Jak wygląda polskie więzienie dla kobiet lat 80.? Na pierwszy rzut oka może wydawać się zezwierzęcone, wyprane z moralności, współczucia, sympatii. Ale jeśli pobędzie się tam dłużej, jakkolwiek absurdalnie to brzmi, można z współwięźniarkami nawiązać wspaniałe przyjaźnie, odnaleźć ludzi, którzy myślą podobnie, którzy rozumieją. Nauczyć się akceptować innych poprzez zaakceptowanie siebie. Sprawdzić, gdzie są granice wytrzymałości, powiększać je każdego dnia, do momentu, kiedy samemu zaczyna się dyktować warunki. I nie trzeba tego robić brutalnie. Więzienie nie zwalnia człowieka z bycia człowiekiem.

   Maria Nurowska oparła tę powieść na swoich własnych doświadczeniach. Może dlatego książka wydaje się tak autentyczna. Z całą pewnością jest to lektura nietendencyjna i zostawiająca po sobie jakiś ślad. Można przy niej pomyśleć, a przy tym czyta się ją z przyjemnością. Niektórzy narzekają na przeplatające się chaotycznie wątki, dla mnie to jednak nie był najmniejszy problem, wręcz przeciwnie - taki zabieg trzyma czytelnika w napięciu i przytomności.

   Tym, którzy jeszcze nie czytali - polecam. Na czytelniczy kryzys jak znalazł!

Ocena: 5
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...