środa, 5 czerwca 2013

Drzwi do piekła (Maria Nurowska)

"Drzwi do piekła" autorstwa Marii Nurowskiej
Wydawnictwo Znak, Kraków 2012
272 strony

"Daria kochała męża. I zabiła go. Z miłości. Znacznie od niej starszy Edward był redaktorem  naczelnym pisma literackiego. Widział w niej zdolną pisarkę i fascynującą kobietę. (...) Skazana na dwanaście lat za zbrodnię w afekcie Daria trafiła do więzienia. Do piekła, które okazało się dla niej czyśćcem. Drogę do samej siebie odnalazła dzięki drugiej kobiecie..."



   Od dawna już szukałam takiej książki, którą po prostu chciałoby się czytać. Znużona ciężkim językiem brytyjskiej literatury wiktoriańskiej i innych równie "lekkich i przyjemnych" powieści z szerokim uśmiechem na ustach przywitałam "Drzwi do piekła", które, choć traktują o nieszczególnie radosnych wydarzeniach, czyta się szybko, sprawnie i z niemałym zaciekawieniem.

   Daria, główna bohaterka powieści, to młoda pisarka, absolwentka filologii polskiej. Ma korzenie białoruskie i polskie, wychowała ją babcia. Matka zniknęła, kiedy Daria była niemowlęciem, ojciec został zastrzelony w obławie. Jej mąż, Edward, jest starszym od niej inteligentem, znawcą literatury i recenzentem, który swoją rekomendacją może zapewnić debiutantowi wielką karierę; swoją żonę uważa jednak za autorkę drugorzędnych powieści. Darię i Edwarda łączy dziwna relacja. Trochę na zasadzie mistrz - uczennica, z elementami namiętności i nienawiści. Choć często ścierają się ze sobą, wygląda na to, że nie potrafią bez siebie żyć. W ich związek wkrada się jeszcze więcej trudności, gdy Daria wyzywa Edwarda do podjęcia pewnej gry. Mężczyzna ma uwodzić inne kobiety, ale tylko takie, które wskaże mu Daria. Stopniowo sprawa wymyka się jednak spod kontroli, gra przestaje być grą, fizyczność i flirt zostają zdominowane przez uczucia, a Edward i Daria zaczynają oddalać się od siebie.

   Dlaczego Daria zabiła swojego męża? Z miłości? Nie wydaje mi się. Tu nie chodziło o zwykłą zazdrość, ale o chęć zemsty i o uczucie ulgi. Jakiekolwiek były przyczyny, ważniejsze są konsekwencje. Chwila, w której Daria trafia do więzienia, jest dla kobiety początkiem innego życia, a także próbą pogodzenia się z samą sobą.

   Jak wygląda polskie więzienie dla kobiet lat 80.? Na pierwszy rzut oka może wydawać się zezwierzęcone, wyprane z moralności, współczucia, sympatii. Ale jeśli pobędzie się tam dłużej, jakkolwiek absurdalnie to brzmi, można z współwięźniarkami nawiązać wspaniałe przyjaźnie, odnaleźć ludzi, którzy myślą podobnie, którzy rozumieją. Nauczyć się akceptować innych poprzez zaakceptowanie siebie. Sprawdzić, gdzie są granice wytrzymałości, powiększać je każdego dnia, do momentu, kiedy samemu zaczyna się dyktować warunki. I nie trzeba tego robić brutalnie. Więzienie nie zwalnia człowieka z bycia człowiekiem.

   Maria Nurowska oparła tę powieść na swoich własnych doświadczeniach. Może dlatego książka wydaje się tak autentyczna. Z całą pewnością jest to lektura nietendencyjna i zostawiająca po sobie jakiś ślad. Można przy niej pomyśleć, a przy tym czyta się ją z przyjemnością. Niektórzy narzekają na przeplatające się chaotycznie wątki, dla mnie to jednak nie był najmniejszy problem, wręcz przeciwnie - taki zabieg trzyma czytelnika w napięciu i przytomności.

   Tym, którzy jeszcze nie czytali - polecam. Na czytelniczy kryzys jak znalazł!

Ocena: 5

środa, 24 kwietnia 2013

A półka się ugina...


Książek przybywa, a czytanie jakoś szczególnie nie idzie do przodu... No ale - powitajmy wspólnie te nowe śliczności, które zasiliły ostatnio mój księgozbiór! :) 

W czasie majówki planuję zrobić w moim pokoju małą rewolucję i zebrać wszystkie książki w jedno miejsce. Jeśli mi się uda, nie omieszkam pochwalić się Wam moją biblioteczką!

Zostawiam Was ze zdjęciem tych ślicznotek, a sama uciekam czytać "Moby'ego Dicka". Wish me luck!

wtorek, 16 kwietnia 2013

Wichrowe Wzgórza (Emily Bronte)

"Wichrowe Wzgórza" ("Wuthering Heights") autorstwa Emily Bronte
Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 1997, 340 stron

Nigdy jeszcze (i chyba nigdy później) taka opowieść o namiętności, wszechpotężnej i pożerającej, nie wyszła spod pióra żadnej kobiety. To dzieło wyobraźni czerpiącej z mitycznego świata posępnych i wietrznych wrzosowisk Yorkshire; to również dzieło niewinności - bowiem autorka przedstawia w nim zło w czystej postaci, jakie nie zdarza się w świecie ludzi.

   Przygód z literaturą brytyjską ciąg dalszy. Do "Wichrowych Wzgórz" pierwszy raz przymierzyłam się jakieś osiem lat temu, okazało się jednak, że dla dwunastolatki opis ducha młodej Katarzyny nękającej nocą Lockwooda okazał się zbyt ciężki, szczególnie, gdy zaraz potem przychodził czas na sen. Pamiętam, jak zdecydowanym ruchem odłożyłam książkę na półkę i pomyślałam: "Kiedyś do tego wrócę. Ale teraz nie jest odpowiedni moment". I rzeczywiście, dałam tej powieści jeszcze jedną szansę i muszę przyznać, że była to bardzo dobra decyzja.

   "Wichrowe Wzgórza" chyba wszystkim kojarzą się przede wszystkim z upiorną atmosferą ponurych wrzosowisk, z powiewem gotycyzmu, historią nieszczęśliwej miłości, która może przetrwać nawet śmierć. Przyznam, że i ja spodziewałam się przede wszystkim grozy. Okazało się jednak, że na Wichrowych Wzgórzach wcale nie jest aż tak strasznie, jak mogłoby się wydawać. Owszem, w trakcie lektury natrafiłam na kilka fragmentów, od których włos mi się zjeżył na głowie, nie było to jednak nic szczególnie przytłaczającego. Powieść Emily Bronte opowiada przede wszystkim o perypetiach rodziny Lintonów i Earnshawów. A miłość Katarzyny i Heathcliffa, choć wydawać by się mogło, że będzie głównym wątkiem książki, stanowi raczej tło dla wszelkich innych wydarzeń.  

   Historia zaczyna się w roku 1801, wraz z przyjazdem pana Lockwooda do Drozdowego Gniazda, które mężczyzna zamierza na pewien czas wynająć. To właśnie wtedy poznajemy Heathcliffa, młodą Katy oraz Haretona, mieszkańców położonych nieopodal Drozdowego Gniazda Wichrowych Wzgórz. Ważną mieszkanką posiadłości jest także służąca, Ellen Dean, która to opowie Lockwoodowi całą historię waśni pomiędzy dwiema rodzinami, a także postara się wytłumaczyć, co jest powodem zgoła niecodziennego zachowania burkliwego i nieprzystępnego Heathcliffa.

   Większość postaci nakreślonych przez Emily Bronte to osoby ekscentryczne, nierzadko targane wewnętrznymi demonami. Sztandarowym tego przykładem jest wyżej wspomniany Heathcliff. Jeszcze jako mały chłopiec został on przygarnięty przez pana Earnshawa, wychował się w Wichrowych Wzgórzach u boku Katarzyny, do której z biegiem lat zapałał miłością. Młoda dziewczyna ulokowała jednak swoje uczucia w pochodzącym z dobrego domu Edgarze Lintonie, którego wkrótce poślubiła. Niespełniona miłość do Katarzyny stała się później dla Heathcliffa przyczyną zupełnego zgorzknienia. Z czasem mężczyzna ten stał się nieobliczalny i brutalny, zdolny zrobić wszystko, by zemścić się na rodzie Lintonów.

   Jednym z niezaprzeczalnych atutów "Wichrowych Wzgórz" jest wartka akcja. Nie spodziewałam się po XIX-wiecznej powieści takiego natłoku wydarzeń i tak ciekawie skonstruowanej fabuły. Strona goni stronę i nawet nie wiadomo, kiedy zbliżamy się do końca lektury. Czytanie usprawnia też z pewnością przystępny, ale i obrazowy zarazem język powieści. W tym miejscu chapeau bas dla tłumaczki, Janiny Sujkowskiej, która dokonała naprawdę świetnego przekładu. Wszystko to sprawiło, że lektura powieści Emily Bronte była dla mnie prawdziwą przyjemnością, a ostatnie zdania w popłochu doczytywałam w trakcie zajęć z fonetyki. Niech to będzie prawdziwą rekomendacją!

   Dlatego kto jeszcze nie zna "Wichrowych Wzgórz", serdecznie zachęcam do czytania. Mam nadzieję, że nie pożałujecie.

Ocena: 5/6

środa, 13 marca 2013

Czekając na wiosnę

Czytanie książek ostatnimi czasy nie wychodzi mi najlepiej, ale i tak z uporem maniaka kupuję nowe tomy do kolekcji, co widać na załączonym poniżej obrazku. A w formie bonusu - co czytają studenci anglistyki? ;) Też Wam pokażę!


1) Carlos Ruiz Zafón - "Marina"
2) Tess Gerritsen - "The Apprentice" - po raz pierwszy będę miała okazję przeczytać książkę jednej z moich ulubionych autorek w oryginale!
3) Sarah Waters - "Fingersmith"
4) Lionel Shriver - "We need to talk about Kevin" - po obejrzeniu genialnego filmu nie mogłabym przejść obojętnie obok książki, na podstawie której został on nakręcony
4) Jane Austen - "Sense and sensibility" - i znów klasyka! Jesteście ze mnie dumni? ;)
5) J.K. Rowling - "Trafny wybór"


A oto, z czym zmagam się na co dzień... ;)


wtorek, 5 marca 2013

Muskając aksamit (Sarah Waters)

"Muskając aksamit" ("Tipping The Velvet") autorstwa Sary Waters
Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2009
422 strony, 34 PLN

Anglia, schyłek XIX wieku. W uporządkowane życie Nancy Astley, córki sprzedawcy ostryg, niespodziewanie wkracza Kitty Butler, gwiazda wodewilu. W pogoni za marzeniami Nancy opuszcza rodzinną miejscowość i w raz z nową przyjaciółką wyrusza na podbój Londynu, gdzie wkrótce sama staje na scenie...


  W ramach mojego autorskiego projektu (alias noworocznego postanowienia) pod tytułem "Zacznę czytać więcej literatury brytyjskiej", sięgnęłam po książkę wielokrotnie nagradzanej pisarki i znawczyni powieści wiktoriańskiej, Sary Waters. Zanim sama zagłębiłam się w lekturę, pozwoliłam sobie przeczytać kilka recenzji, które wywołały we mnie jedynie mieszane uczucia, gdyż niektóre z opinii były nad wyraz pochlebne, inne zaś wskazywały na to, że po "Muskając aksamit" można by spodziewać się więcej i w sumie żadnych "ochów", ani "achów" powieść ta nie wzbudza. Tak też, bez jednoznacznych uprzedzeń czy oczekiwań, zaczęłam czytać.

   Choć na co dzień rzadko sięgam po literaturę opisującą minione wieki, tym razem stwierdziłam, że nie zaszkodzi mi zapoznać się odrobinę z epoką wiktoriańską, która w rzeczy samej jest naprawdę interesującym okresem w historii. "Muskając aksamit", choć nie może poszczyć się szczególnie wartką akcją, wciąga od samego początku, najprawdopodobniej za sprawą wprawnego pióra autorki, która opisuje rzeczywistość głównej bohaterki, Nancy Astley, bardzo dogłębnie i wielowymiarowo.

   Dla wielu osób Sarah Waters to przede wszystkim jedna z nielicznych w literaturze popularnej przedstawicielka nurtu LGBT. Z tego, co udało mi się na jej temat przeczytać, większość (jeśli nie wszystkie) jej książek w pewien sposób dotyczy miłości pomiędzy dwiema kobietami. I choć faktycznie ten wątek jest w "Muskając aksamit" niezwykle wyraźny - a wręcz wiodący - to nie można zapominać o tym, jak wiele innych ciekawych tematów pisarka porusza w swojej powieści.

   Przede wszystkim na uwagę zasługuje sprawa podziału społeczeństwa brytyjskiego, a w szczególności problem klasy robotniczej. Z takiego właśnie środowiska wywodzi się główna bohaterka. Począwszy od pracy w rodzinnej gospodzie, Nancy przechodzi w swoim życiu różne etapy. Trafia na scenę, gdzie przez pewien czas spełnia się jako artystka rewiowa, później rozkoszuje się przyjemnościami życia w jednej z najbogatszych dzielnic Londynu, by ostatecznie powrócić do korzeni i w rezultacie czynnie walczyć o prawa ubogich robotników angażujących się w ruch socjalistyczny.

   Z całą pewnością jednak twórczość Sary Waters nie jest przeznaczona dla każdego, głównie z powodu wyżej wspomnianego przeze mnie wątku miłości lesbijskiej - autorka nie zostawia wiele wyobraźni czytelnika i w większości opisów jest raczej dosłowna. Odkładając jednak na bok wszelkie uprzedzenia i oceniając powieść pod względem jej literackiej wartości, trzeba przyznać, że jest to historia skonstruowana z dużym wyczuciem, obfitująca w interesujących bohaterów i ukazująca ciekawy wycinek rzeczywistości. 

Ocena: 5
 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...